Jestes tutaj: Home » slider » Rozczarowanie przy Bułgarskiej. Lech coraz dalej od ligowej czołówki

Rozczarowanie przy Bułgarskiej. Lech coraz dalej od ligowej czołówki

(fot. www.youtube.com)Piłkarze Lecha zostawili na boisku serce i zdrowie, grali ofiarnie i z wielkim zaangażowaniem. Jednak nie od dziś wiadomo, że solą futbolu są gole, a tych niestety zabrakło dzisiejszego popołudnia na Inea Stadionie. Kolejorz po remisie z Lechią Gdańsk praktycznie zamknął sobie furtkę do awansu do kwalifikacji Ligi Europy i musi odłożyć swoje mocarstwowe plany w lidze na przyszły sezon. Ostatnią szansą na zdobycie przepustek na europejskie salony będzie poniedziałkowy finał Pucharu Polski z Legią.

Lech cztery lata z rzędu występował w europejskich pucharach, z kolei gdańszczanie którzy od trzech lat uprawiają iście „awanturniczą politykę transferową” dopiero w tym sezonie są całkiem blisko osiągnięcia tego wymarzonego celu. Kolejorz przed tym spotkaniem wiedział, że margines błędu uległ zmniejszeniu i tylko zwycięstwo przedłuży szansę niebiesko-białych na zachowanie szans walki o  promocję do kwalifikacji LE. Przeciwnik wydawał się ku temu idealny. Lechia przegrała w Poznaniu 10 spotkań z rzędu, a ostatni raz pokonała Lecha w stolicy Wielkopolski ponad 50 lat temu. Gospodarze przystąpili do meczu osłabieni brakiem Tamasa Kadara i Łukasza Trałki, którzy musieli pauzować z powodu nadmiaru żółtych kartek.

Od pierwszych minut spotkania to Lech przejawiał większe chęci do gry i swoja niezłą grą zgłaszał aspirację by podnieść z murawy stadionu przy ulicy Bułgarskiej trzy punkty. Lechia co rusz była niepokojona groźnymi i kombinacyjnymi akcjami, w których prym wiedli Szymon Pawłowski i Karol Linetty. Bardzo pewnie od pierwszego gwizdka sędziego spisywał się Volkow, widoczny był tez Gergo Lovrencsics, który po sezonie rozstanie się z drużyną mistrza Polski i wróci do swojej ojczyzny. Goście w pierwszej połowie praktycznie tylko raz zagrozili bramce Burica, gdy w 11 minucie atomowym strzałem z prawie 30 metrów popisał się były zawodnik Kolejorza Sławomir Peszko. Poznaniacy zepchnęli podopiecznych Piotra Nowaka do głębokiej defensywy, ale albo brakowało ostatniego podania, albo w sukurs przyjezdnym przyszła poprzeczka, jak po strzale Pawłowskiego. Obrońcy i pomocnicy Lechii dawali się ogrywać niczym juniorzy, ale co z tego, skoro Lech nie potrafił udokumentować swojej przewagi i przekuć jej na gole. W samej pierwszej połowie Kolejorz egzekwował aż 9 rzutów rożnych, jednak nie stanowiły one dużego zagrożenie dla bramki strzeżonej przez Vanję Milinkowica-Savica. Serbski bramkarz mimo młodego wieku ma już w swoim CV spory sukces, gdyż w zeszłym roku podczas mistrzostw świata do lat 20 zajął ze swoja reprezentacją pierwsze miejsce.

Druga połowa, którą na żywo oglądało 10770 widzów, (choć wydaję się, że liczba ta była znacznie zawyżona), tylko przez chwilę była wyrównana. Goście zagrali odrobinę wyżej i bardziej agresywnie jednak sił starczyło im jedynie na 10 minut, po których znów inicjatywę przejął Lech. Bardzo dobrze w środkowej strefie boiska spisywał się Azziz Teteh, który całkowicie zneutralizował rozgrywających Lechii, Sebestiana Millę i Milosa Krasica. Ten pierwszy został zmieniony już w 60 minucie, z kolei bezproduktywnie biegający Krasić najwidoczniej dumał jak źle potoczyła się ścieżka jego kariery, skoro 5 lat temu występował na Bułgarskiej w barwach Juventusu, a teraz przywdziewa koszulkę ligowego średniaka w polskiej lidze. Gra Kolejorza nabierała rozpędu, piłkarze mistrza Polski z łatwością dochodzili pod pole karne gdańszczan, ale dośrodkowania z obu stron boiska nie przynosiły zamierzonego skutku (16 razy dośrodkowywał tylko sam Lovrencsics). Kolejny świetny mecz w barwach Lecha rozgrywał Linetty, który był prawdziwym liderem i reżyserem gry ofensywnej. Chyba nikt w stolicy Wielkopolski nie ma wątpliwości, że to ostatnie chwile młodego pomocnika w poznańskim klubie. W 61 minucie wydawało się, że musi być 1:0 jednak bramkarz Lechii w sobie tylko znany sposób obronił strzał głową Gajosa. Szkoleniowiec poznaniaków próbował zmian, wprowadzając do gry Kownackiego, Jevtica i Jóźwiaka, ale wynik nie ulegał zmianie. W końcówce obie drużyny miały piłki meczowe. Najpierw po przypadkowym odbiciu piłki sam na sam z bramkarzem gości stanął młody Jóźwiak, jednak trafił w golkipera Lechii. W 90 minucie doskonałą okazję na zdobycie zwycięskiego gola zmarnował Kuświk gdy z bliskiej odległości tak niefortunnie skierował futbolówkę, że ta przetoczyła się przez prawie cała linię bramkową Lecha, a następnie odbiła się od słupka. Bezbramkowy remis został przyjęty przez poznańską publiczność z niespotykanym jak na warunki Bułgarskiej stoickim spokojem. Mimo, że Lech odniósł w 8 ostatnich meczach zaledwie jedno zwycięstwo i zdobył dopiero drugi punkt w czterech meczach grupy mistrzowskiej, wszyscy w Poznaniu już od kilku tygodni zdawali sobie sprawę, że najważniejszy w tym sezonie będzie triumf w Pucharze Polski. W poniedziałkowym finale z Legią Warszawa na Stadionie Narodowym Lech będzie pod przysłowiową ścianą. Brak zwycięstwa i awansu do eliminacji Ligi Europy będzie dla Kolejorza prawdziwą katastrofą i bez wątpienia wymusi duże zmiany w całym klubie. O randze tego spotkania najlepiej świadczy fakt, że pytania poznańskich dziennikarzy na konferencji prasowej po meczu dotyczyły wyłącznie finałowej potyczki z Legią.

Lech Poznań – Lechia Gdańsk 0:0
Żółte kartki: Abdul Aziz Tetteh, Vladimir Volkov – Lukas Haraslin.

Lech Poznań: Jasmin Buric – Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Vladimir Volkov – Gergo Lovrencsics, Karol Linetty, Maciej Gajos (85. Kamil Jóźwiak), Abdul Aziz Tetteh, Szymon Pawłowski (77. Darko Jevtic) – Nicki Bille Nielsen (66. Dawid Kownacki).

Lechia Gdańsk: Vanja Milinkovic-Savic – Rafał Janicki, Mario Maloca, Jakub Wawrzyniak (46. Paweł Stolarski) – Lukas Haraslin (78. Adam Chrzanowski), Sebastian Mila (62. Adam Buksa), Milos Krasic, Aleksandar Kovacevic, Sławomir Peszko – Flavio Paixao, Grzegorz Kuświk.

Comments are closed.

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony