Jestes tutaj: Home » slider » Krzysztof Głowacki obronił bokserski pas mistrza świata

Krzysztof Głowacki obronił bokserski pas mistrza świata

(fot. www.fakt.pl)Krzysztof Głowacki pokonał jednogłośnie na punkty (116:108, 115:109, 115:109) Steve’a Cunninghama i po raz pierwszy w karierze obronił tytuł mistrz świata WBO w wadze cruiser. Polak podczas 12 rundowej walki czterokrotnie posyłał swojego przeciwnika na deski, a jego zwycięstwo nie podlegało dyskusji.

Kibice w Polsce z nadziejami i emocjami wyczekiwali walki Głowackiego z Cunninghamem zwłaszcza, że bokser zza oceanu to dobry znajomy naszych utytułowanych pięściarzy („USS” walczył dwa razy zarówno z Krzysztofem Włodarczykiem jak i Tomaszem Adamkiem), a wszystkie te starcia były niezwykle zacięte, wyrównane i zawsze kończyły się niejednogłośnym werdyktem sędziów

„Główka” doskonale rozpoczął pojedynek wyprowadzając mnóstwo różnorodnych ciosów, które lądowały na szczęce i korpusie amerykańskiego boksera i już w drugiej rundzie, w odstępie zaledwie kilkudziesięciu sekund po lewych sierpowych, Cunningham dwukrotnie był liczony. Prawie 8 tysięcy widzów w Barclays Center było przekonanych, że nasz pięściarz szybko zakończy walkę, ale doświadczony rywal przetrwał kryzys oraz napór Polaka i nie dał się znokautować. Przeciwnik 29 letniego Głowackiego wykazał się niesamowitą wolą walki, oraz doskonałym przygotowaniem fizycznym, a co dziwiło ekspertów amerykańskiej telewizji NBC, wchodził w ostrą wymianę ciosów z Główką zamiast trzymać go na dystans. Taktyka ta bez wątpienia odpowiadała naszemu pięściarzowi, który w 10 rundzie krótkim, sprytnym prawym położył Amerykanina na deski po raz trzeci. Cunningham mimo 39 lat świetnie prezentował się jeśli chodzi o przygotowanie kondycyjne i pod tym względem zdecydowanie przewyższał naszego mistrza, który w końcówce jechał wyraźnie „na oparach”. W dwóch ostatnich rundach podopieczny Fiodora Łapina przeżywał kryzys, a USS poczuł krew i rzucając wszystko na jedną kartę, szaleńczo próbował odrobić straty. Polak pokazał jednak wielkie serce, charakter wojownika i duże umiejętności. Nawet w tych trudniejszych momentach, gdy brakowało mu sił, nie cofał się, nie zatrzymywał, a za każdym razem starał się oddawać. I w 12 rundzie, którą kibice w nowojorskim Brooklynie oglądali na stojąco, lepiej wzajemne bombardowanie potężnymi ciosami wytrzymał właśnie Głowacki, który po raz czwarty posłał byłego czempiona federacji IBF na deski. Styl walki Polaka musi robić wrażenie tym bardziej, że walczył nie tylko z niewygodnym przeciwnikiem, ale też samym sobą, gdyż jeszcze kilkanaście dni temu łykał antybiotyki, o czym jednak przed walką nie chciał mówić.

Ze statystyk wynika, że triumfator wyprowadził więcej uderzeń (462, rywal 366), ale to pretendent był dokładniejszy – 34 procent skuteczności przy 25 Polaka. Głowacki zadał 129 ciosów prostych (16 doszło celu), natomiast Cunningham 116 (28). Z kolei w mocnych ciosach znów precyzyjniejszy był zawodnik z USA – 38 proc. (250/96), Głowacki – 30 proc (333/101).

Niemniej jednak pochodzący z Wałcza Głowacki w dalszym ciągu jest niepokonany na zawodowych ringach. Dzisiejszej nocy odniósł 26 zwycięstwo w karierze (16 KO) i w pięknym stylu obronił tytuł mistrza świata w wadze cruiser federacji WBO. Główka wchodzi w najlepszy dla boksera wiek, a walki z wymagającymi rywalami sprawiają, że ciągle się rozwija co dobrze wróży w perspektywie jego dalszej kariery na zawodowych ringach. Polak za walkę otrzymał ponad pół miliona złotych, co może nie jest oszałamiającą kwotą, ale obrona mistrzowskiego tytułu jest znakomita kartą przetargową dla jego promotorów (Piotr Werner i Andrzej Wasilewski), by za następne starcia inkasować dużo dużo więcej.

Comments are closed.

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony