Jestes tutaj: Home » slider » Hołd, pasja i konstelacja gwiazd. El clasico dla Realu

Hołd, pasja i konstelacja gwiazd. El clasico dla Realu

(fot. twitter.com)Real Madryt niespodziewanie, ale całkiem zasłużenie wywiózł komplet punktów z Camp Nou. Barcelona mimo gola Pique i prowadzenia 1:0 nie potrafiła dowieźć zwycięstwa do końca. Decydującą bramkę dla Królewskich zdobył niezawodny Christiano Ronaldo.

Mistrzowie Hiszpanii na 8 kolejek przed końcem rozgrywek, zachowują jednak bezpieczną 7 punktową przewagę nad podopiecznymi Zinedine’a Zidane’a.

Kolejny raz najbardziej kultowy pojedynek w klubowej piłce, na który skierowane były oczy całego piłkarskiego świata, dostarczył 99 tysiącom kibiców w futbolowej mekce na Camp Nou i ponad miliardowej publice na całym świecie niezapomnianych emocji. Konfrontacja najpotężniejszych klubów świata, pisanych historią kolejnych niezapomnianych epizodów (był to pojedynek numer 232) i pięknych futbolowych opowieści, w której zmieniają się nazwiska, a magia niezmiennie pozostaje. Do tego skupisko bajecznych piłkarskich gwiazd. Europejski tercet Realu kontra genialne trio z Ameryki Południowej. Dość powiedzieć, że bajeczne tridente z obu klubów ma w swoim dorobku osiem Złotych Piłek, osiem Złotych Butów oraz 187 strzelonych goli i 85 asyst. Do tego ON – wielki nieobecny tego spotkania. Zeszłotygodniowa śmierć Johana Cryuffa zbiegła się z wiosennym el classico, więc otoczka spotkania budowana była w uwielbieniu do zasług wielkiego Holendra. Specjalne przygotowane miejsce pamięci piłkarskiej i trenerskiej legendy Barcy odwiedziło ponad 60 tysięcy ludzi. Na trybunach w hołdzie tej mitycznej, w dziejach klubu postaci zasiadło ośmiu żyjących prezydentów klubu, a kibice ułożyli ogromną kartoniade z napisem „Gracies Johan”. Charakterystyczny zwyczajowy okrzyk w 17 minucie i 14 sekundzie, którym kibice Blaugrany wspominają utratę niepodległości w 1714 roku, tym razem padł, ale w 14 minucie symbolizującej numer na koszulce w której przez całą karierę grał boski Johan. Sobotnie okładki największych katalońskich dzienników w całości poświęcone były Cryuffowi. „Sport” w krzykliwym tytule podnosił, że dzisiaj gramy w 12. Z kolei El Mundo Deportivo do każdego wydania dołączył lizaka Chupa Chups, z którym Holender nie rozstawał się gdy rzucił palenie po zdiagnozowanym raku, a z którym ostatecznie przegrał najważniejszy mecz w życiu.

Pierwsza połowa raczej rozczarowała. Owszem, gospodarze mieli wyraźną przewagę, a Real chaotycznie się bronił nie mając pomysłu jak ukąsić Dumę Katalonii. Generalnie jednak, piłkarze obu drużyn nie mogli znaleźć odpowiedniego rytmu, gra toczyła się falami akcja za akcje, by po chwili ugrzęznąć w kilkuminutowym klinczu w środkowej części boiska. Dużo więcej było fauli (4 żółte kartki) i nieczystych zagrań niż płynnej gry. Najlepszą okazję do zdobycia bramki zmarnował Suarez, który w tylko sobie znany sposób nie skierował piłki do bramki, po świetnym dograniu Neymara.

Deficyt emocji z pierwszych trzech kwadransów, zrekompensowało kibicom drugie czterdzieści pięć minut. Wydawało się, że po szybko strzelonej bramce przez Gerarda Pique, Barcelona dokręci śrubę i dokończy dzieła zniszczenia, jak było to choćby jesienią na Bernabue. Nic z tych rzeczy. Królewscy pokazali charakter, wolę walki i wrócili z przysłowiowych zaświatów. W 62 minucie po wzorowo wyprowadzonym kontrataku, w ekwilibrystyczny sposób wyrównał targany problemami Karim Benzema. Francuz od kliku miesięcy jest głównym „bohaterem” skandalu związanego z szantażowaniem swojego reprezentacyjnego kolegi, a równomiernie toczy się przeciwko niemu śledztwo w sprawie prania brudnych pieniędzy i handlu narkotykami. W kolejnych minutach goście coraz mocniej przyciskali Katalończyków, których ogarnęła totalna niemoc i brak pomysłu jak odgryźć się podopiecznym Zidane’a. W 80 minucie Ronaldo dośrodkował do Garetha Bale’a, który głową pokonał Claudio Brawo, jednak słabo prowadzący te zawody sędzia, z niewiadomych przyczyn nie uznał bramki dla Realu. Chwilę później po strzale Portugalczyka piłka odbiła się od poprzeczki. W 84 minucie drugą żółtą a w konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał najsłabszy na boisku Sergio Ramos. Wszyscy spodziewali się, że grająca z przewagą jednego zawodnika Barcelona pokusi się strzelenie decydującego gola i przechyli szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Niepodziewanie jednak zabójczy atak przeprowadził Real, a Ronaldo w swoim stylu uciszył Camp Nou. Tym samym zdobywca trzech Złotych Piłek zdobył 10 gola w historii swoich występów w Grand Derbi, wpisując się na listę strzelców w siódmym kolejnym spotkaniu pomiędzy tymi drużynami. Najskuteczniejszym zawodnikiem tych legendarnych konfrontacji pozostaję Leo Messi (21 goli), który nie doczekał się wczoraj swojej 500 bramki w oficjalnych występach.

Sobotnie zwycięstwo bez wątpienia podniesie morale Realu, zwłaszcza w kontekście walki o zwycięstwo w Lidze Mistrzów, gdyż wydaję się, że siedem punktów straty w tabeli do Dumy Katalonii będzie niezwykle ciężkie do odrobienia. Świetne wspomnienia z tego meczu będzie też miał trener Królewskich. Zidane’a jest dopiero trzecim trenerem, który wygrał w stolicy Katalonii w swoim debiucie w EL clasico na trenerskiej ławce. Pierwszy raz od 51 lat Real potrafił odwrócić losy spotkania i pokonać Barcelonę mimo, że pierwszy stracił gola. Z kolei rozpędzona maszyna Luisa Enrique przegrała pierwszy raz od 40 spotkań i kolejny raz potwierdziła, że wirus FIFA który ją dotyka (aż 17 piłkarzy klubu było powołanych do występów w swoich narodowych reprezentacji, a niektórzy zameldowali się na klubowym treningu dopiero dzień przed meczem). Najważniejszym pytaniem dla sympatyków Barcy jest jak ich ulubieńcy po tej porażce zareagują we wtorkowym arcyważnym spotkaniu przeciwko Atletico Madryt w ¼ Champions League. Real czeka zdecydowanie łatwiejsze zadanie, gdyż w środowy wieczór zmierzy się z Wolfsburgiem.

Comments are closed.

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony