Jestes tutaj: Home » slider » Nieśmieszny prima aprilis w Poznaniu. Lech przegrywa ze Śląskiem

Nieśmieszny prima aprilis w Poznaniu. Lech przegrywa ze Śląskiem

(fot. ekstraklasa.tv)Drugą z rzędu, a trzynastą w sezonie porażkę ponieśli piłkarze Lecha Poznań. Tym razem mistrzowie Polski w obecności 17 tysięcy kibiców nie sprostali na swoim stadionie przedostatniemu w tabeli Śląskowi Wrocław.

Zwycięskiego gola dla gości zdobył w 9 minucie Japończyk Ryota Morioka. Po stronie Lecha jedynym wygranym był bramkarz Kolejorza Waldemar Piątek, który zmaga się z ciężką chorobą dla którego prowadzona była zbiórka pieniędzy.

Piątek występował przy Bułgarskiej w latach 2003-2005. Przy jego dużym udziale biedny wtedy Lech zdobył Puchar Polski pokonując w dwumeczu Legię, oraz okazał się lepszy w Superpucharze od naszpikowanej gwiazdami krakowskiej Wisły. Bramkarz, który dostał nawet powołanie na tournee reprezentacji Polski w USA, jesienią 2005 roku zachorował na żółtaczkę typu C i zmuszony został do przerwania dobrze zapowiadającej się kariery. Jego walka z chorobą trwa do dnia dzisiejszego. W związku z tym klub przy udziale kibiców, przygotował akcję „Piątka dla Piątka” w myśl której, z każdego sprzedanego biletu 5 złotych szło na leczenie golkipera. Podczas meczu kibice wielokrotnie skandowali nazwisko popularnego i lubianego w stolicy Wielkopolski bramkarza, a ten pojawił się nawet w w sektorze najzagorzalszych fanów Kolejorza i prowadził doping. Z kolei w przerwie spotkania w Strefie VIP licytowano koszulki znanych polskich piłkarzy. Zebrano 15100 złotych, a najdroższa okazała się koszulka Roberta Lewandowskiego, za którą Piotr Rutkowski zapłacił 4300 złotych. Waldkowi życzymy powrotu do zdrowia zwłaszcza, że innowacyjna terapia której zostanie poddany, jest bardzo skuteczna.

Sama potyczka ze Śląskiem to istne deja vu dla kibiców pamiętających występy Kolejorza w rundzie jesiennej obecnego sezonu pod wodzą Macieja Skorży. Do konfrontacji z mistrzem Polski drużyny przeciwne przystępowały wtedy bez żadnego respektu i obawy, że ze strony Lecha może je spotkać jakiekolwiek zagrożenie. Wczorajszego wieczoru Kolejorz był niczym zagubiony we mgle, grał apatycznie, nie przedstawiał żadnych argumentów piłkarskich, raził dziurawą drugą linią i niemocą w ataku. Piłkarze nie potrafili wymienić kilku dokładnych podań, a składne akcje dzięki którym gospodarze przedostawali się pod bramkę młodego Abramowicza, można by policzyć na palcach jednej ręki. Jedynym usprawiedliwieniem dla trenera Urbana (bo na pewno nie dla poczynań włodarzy poznańskiego klubu, których polityka transferowa doprowadziła do takiej sytuacji) był katastrofalny stan kadrowy Kolejorza. Kontuzje, osłabienie i zmęczenie to zdaje się hasła przewodnie trwającego sezonu. Absencja Szymona Pawłowskiego i Marcina Robaka to ostatnim czasem stan permanentny, ciągle do dyspozycji sztabu trenerskiego nie jest reprezentant kraju Karol Linetty, a po rozegraniu trzech meczy w 6 dni w drużynie narodowej U19 odpoczywali Dawid Kownacki i Kamil Jóźwiak. Do tego należy dodać podróże i powroty innych reprezentantów swoich krajów (Ceesay, Arajuuri). Wymowny w tej sytuacji był skład ławki rezerwowych drużyny, która według zapowiedzi prezesa klubu Karola Klimczaka, w ciągu 5 najbliższych lat być w czołowej pięćdziesiątce europejskich drużyn. Na ławce rezerwowych w piątkowy wieczór usiadł bramkarz i czterech obrońców, a jedynym piłkarzem z ofensywnymi inklinacjami był…trener poznaniaków Jan Urban. Nota bene dla Lecha nieubłagane są statystki ligowych występów po meczach kadry, Duma Wielkopolski po reprezentacji nie potrafi wygrać meczu od 2012 roku. I podobnie było tym razem. Goście szybko objęli prowadzenie i w pełni kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku. Piłkarze z Bułgarskiej nie stwarzali żadnych klarownych sytuacji bramkowych, a jedynym realnym zagrożeniem były strzały z dystansu. Irytowały zwłaszcza niedokładne dośrodkowania, z których nie wynikało praktycznie nic. Jeśli mielibyśmy wyróżnić któregokolwiek piłkarza w niebiesko-białych barwach, to był to bez wątpienia Darko Jevtić. Szwajcar, który ma również serbskie obywatelstwo (w zeszłym tygodniu selekcjoner Radovan Curcic podczas wizyty serbskiej kadry w Poznaniu, rozmawiał z Darko o jego powołaniu do reprezentacji) zdecydowanie wyróżniał się na tle pozostałych piłkarzy i był motorem napędowym większości akcji ofensywnych.

Na wysoką notę zasłużył też Jasmin Buric, który co prawda przy bramce Morioki mógł i powinien zachować się lepiej pilnując krótkiego słupka, ale w kolejnych minutach bronił bardzo pewnie i przytomnie, momentami, jak choćby w 70 minucie, dokonując cudów w poznańskiej bramce. W końcówce gospodarze przycisnęli, a Śląsk wyprowadzał groźne kontry, jednak wynik meczu do końca nie uległ już zmianie. Tym samym wrocławianie pod wodzą byłego trenera Lecha, Mariusza Rumaka odnieśli w pełni zasłużone zwycięstwo i opuścili strefę spadkową. Po tym spotkaniu wiadomo, że nie powiedzie się plan poznaniaków, którzy chcieli zakończyć sezon zasadniczy w pierwszej czwórce, tak by zyskać bonus w postaci dodatkowego meczu u siebie w rundzie finałowej i zwiększyć tym samym szansę na walkę o podium ekstraklasy na koniec sezonu. Lech usadowił się na szóstej pozycji w tabeli i przed ostatnią kolejką marzy….by spaść na 7 lub 8 miejsce, które zagwarantuje mu rozegranie prestiżowego i dochodowego meczu z Legią na Inea Stadionie. Kolejny raz lechici potwierdzili, że nie radzą sobie w meczach gdy pierwsi tracą gola. Kolejorz nie potrafi podnieść głowy i odrabiać strat o czym świadczy statystyka tego sezonu. Na 21 takich sytuacji Lech przegrał 18 spotkań, dwa razy zremisował i zaledwie raz, w niedawnym meczu z Cracovią potrafił odrobić straty i wygrać spotkanie. Przed poznaniakami jeden z najważniejszych meczów tego sezonu. We wtorek na stadionie ludowym w Sosnowcu lechici będą bronić jednobramkowej zaliczki z pierwszego meczu półfinału Pucharu Polski. Drugi z rzędu występ w majowym finale na Stadionie Narodowym jest naprawdę blisko, zwłaszcza, że sosnowiczanie w rundzie wiosennej prezentują się wyjątkowo słabo i przegrali cztery ostatnie spotkania. Kibicom pozostaje mieć nadzieję, że ich pupile nie sprawią im swoją grą drugiego, w ciągu kilku dni prima aprilisowego żartu. Początek meczu o godzinie 18.

Lech Poznań – Śląsk Wrocław 0:1 (0:1)
Bramka: Ryota Morioka (9′)

Lech Poznań: Jasmin Burić – Tomasz Kędziora, Maciej Wilusz, Marcin Kamiński, Vladimir Volkov (64. Tamas Kadar) – Gergo Lovrencsics, Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Dariusz Dudka (63. Paulus Arajuuri), Darko Jevtić – Nicki Bille Nielsen.

Śląsk Wrocław: Mateusz Abramowicz – Mariusz Pawelec, Piotr Celeban, Lasza Dwali, Dudu Paraiba – Kamil Dankowski (58. Peter Grajciar), Tomasz Hołota, Ryota Morioka (90. Adam Kokoszka), Tom Hateley, Robert Pich (90. Krzysztof Ostrowski) – Bence Mervo.

Comments are closed.

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony