Jestes tutaj: Home » slider » Półfinał Pucharu Polski. Skromna zaliczka Lecha

Półfinał Pucharu Polski. Skromna zaliczka Lecha

(fot. sport.se.pl)Najniższe z możliwych zwycięstw odnieśli piłkarze poznańskiego Lecha, w pierwszym spotkaniu półfinału Pucharu Polski. Po słabym, toczonym w wolnym tempie meczu, jedyną bramkę dla gospodarzy zdobył Vladimir Volkow. Rewanż 5 kwietnia w Sosnowcu.

Puchar Polski to najkrótsza droga by zdobyć przepustkę do europejskich pucharów. W związku z fatalnym wejściem w sezon ligowy przez Mistrzów Polski (5 pkt. w 11 kolejkach), już w październiku stało się jasne, że triumf w tych rozgrywkach będzie przy Bułgarskiej traktowany priorytetowo. Na placu boju pozostały już tylko cztery drużyny i los dla Kolejorza był teoretycznie łaskawy. Do Poznania zawitał beniaminek 1 ligi sosnowieckie Zagłębie. Drużyna z Górnego Śląska ma w swej historii aż cztery zwycięstwa w pucharze tysiąca drużyn, jak kiedyś mawiało się o rozgrywkach Pucharu Polski, a aktualnie twardo bije się o awans do T-Mobile Ekstraklasy. Kolejorz gdy w przeszłości dwukrotnie eliminował Zagłębie, zawsze zdobywał trofeum. Z drugiej strony w ostatnim dziesięcioleciu, Lech aż 4 razy dał się wyeliminować z rozgrywek przez drużyny grające w niższych klasach rozgrywkowych (Polonia Warszawa, Stal Stalowa Wola, Olimpia Grudziądz, Miedź Legnica). Dość powiedzieć, że w zeszłorocznej edycji na etapie półfinału Wielkopolanie przegrali pierwszy mecz z drugoligowym Błękitni Stargard Szczeciński 1:3 i by awansować do finału rozgrywanego na Stadionie Narodowym w rewanżu potrzebowali aż dogrywki.

W pierwszej połowie na boisku dominował chaos, niedokładność, a akcje przeprowadzane przez Kolejorza raziły wolnym i monotonnym tempem. Przetrzebiona kontuzjami drużyna z ulicy Bułgarskiej (w tygodniu wirusa złapało aż trzech graczy z podstawowego składu – Teteha, Lovrencsicsa i Arajuriego) rozpoczęła w bardzo eksperymentalnym ustawieniu, w którym dominowali zawodnicy o raczej defensywnym usposobieniu. Stąd mimo, że goście z Sosnowca grali bardzo bojaźliwie i głęboko cofnięci, Lech nie stwarzał praktycznie żadnego zagrożenia pod bramką Fabisiaka. Sprzymierzeńcem piłkarzy obu drużyn nie była na pewno murawa, która w znacznej części była w fatalnym stanie (wymieniana zaraz po zakończonym spotkaniu, w związku z sobotnim meczem z Legią i środowym reprezentacji Polski z Serbią). Owszem mistrzowie Polski dochodzili do pola karnego gości, ale brakowało ostatniego podania, które otworzyłoby drogę do bramki. Udało się dopiero w 37 minucie, gdy po nieudanym rzucie rożnym, piłka wróciła do Jevtica, który tym razem precyzyjnie dośrodkował na nogę Volkova, a ten w ładnym stylu umieścił piłkę w bramce Zagłębia. Był to pierwsze trafienie Czarnogórca w barwach Lecha.

Drugie 45 minut zaczęło się obiecująco dla miejscowych. Najpierw w 47 minucie Darko Jevtić próbował skopiować genialny strzał z Chorzowa, ale minimalnie chybił. Z kolei w 55 minucie sprytnie przed polem karnym zachował się Maciej Gajos, który założył obrońcy Zagłębia siatkę, ale gdy najtrudniejsze miał już za sobą, oddał lekki i sygnalizowany strzał, z którym bramkarz gości nie miał problemów. Poznaniacy, którzy wyraźnie chcieli odnieść zwycięstwo jak najniższym nakładem sił, oszczędzając się na mecz z Legią, pozwolili wiceliderowi pierwszej ligi uwierzyć, że ci są w stanie powalczyć z faworytem, przez co pod bramką Burica dochodziło do groźnych spięć. Pewnie jednak interweniował bramkarz Kolejorza, albo napastnicy Zagłębia razili nieskutecznością. Trener Urban w trakcie drugiej połowy dokonał dwóch zmian; w 66 minucie za grającego bardzo niefrasobliwie Sisiego wszedł Jóźwiak, a pięć minut później Kownackiego zmienił Niki Bille. Trzecią wymuszoną roszadą było zastąpienie kapitana Kolejorza Łukasza Trałki, który nie o własnych siłach opuścił murawę po groźnie wyglądającej kontuzji. Na tą chwilę trudno wyrokować jak poważny jest to uraz. W końcówce Zagłębie, które poczynało sobie coraz śmielej, odkryło się przez co dwie dogodne sytuacje na podwyższenie wyniku miał Niki Bille. Duńczykowi który wraca do pełnej dyspozycji po kontuzji której doznał w Bielsku Białej i zeszłotygodniowym przeziębieniu, zabrakło jednak zimnej krwi i mecz zakończył się skromnym jednobramkowym zwycięstwem Lecha.

Kolejny raz okazało się, że wyświechtany slogan, iż puchary rządzą się swoimi prawami miał przełożenie na boiskową rzeczywistość. Niżej notowane Zagłębie, zwłaszcza w drugiej połowie zagrało jak równy z równym przeciwko było nie było mistrzowi Polski i na pewno 5 kwietnia w rewanżu Lech będzie się musiał sporo natrudzić by zapewnić sobie awans. Za Kolejorzem poza klasą drużyny i umiejętnościami poszczególnych piłkarzy przemawia fakt, że zagrali na zero z tyłu, co sprawia, że z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, iż strzelenie bramki w rewanżu powinno zapewnić wymarzony finał na Stadionie Narodowym w Warszawie

Lech Poznań – Zagłębie Sosnowiec 1-0 (1-0)
Bramka: 1-0 Volkov 38
Lech: Burić – Ceesay, Kamiński, Wilusz, Volkov,  Sisi (67. Jóźwiak), Trałka (81. Kadar), Dudka, Jevtić, Gajos – Kownacki (71. Bille).
Zagłębie: Fabisiak – Fonfara, Markowski, Wezałow, Udovicić – Bajdur (77. Wilk), Matusiak, Dudek (25. Carles Martinez), Bartczak, Pribula (61. Arak) – Fidziukiewicz

Comments are closed.

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony