Jestes tutaj: Home » slider » Poznańska lokomotywa wykolejona pod Klimczokiem Podbeskidzie-Lech 4:1

Poznańska lokomotywa wykolejona pod Klimczokiem Podbeskidzie-Lech 4:1

(fot. materiały prasowe)Fani Kolejorza nawet w najczarniejszych snach nie mogli przypuszczać, że wyprawa ich pupili do Bielska skończy się taką katastrofą. A jednak czerwona latarnia tabeli, Podbeskidzie Bielsko Biała zdeklasowało mistrza Polski wygrywając 4:1.

Gospodarze ostatni raz wygrali 7 listopada, gdy na wyjeździe ograli beniaminka z Niecieczy. Jeszcze dłużej bo aż 263 dni Górale czekali na zwycięstwo na swoim stadionie, będąc jedyną drużyną w ligowej stawce bez zwycięstwa na własnych śmieciach w tym sezonie. Podbeskidzie koniecznie chciało odczarować swój stadion, z kolei Kolejorz opromieniony zwycięstwem 5:2 w ostatniej kolejce z Termalicą, przyjechał do Bielska po kolejne punkty. W wyjściowym składzie poznaniaków, znalazło się zaledwie 4 Polaków, a debiut zaliczył Sisi, który nie mógł zagrać w inauguracyjnej kolejce z powodu braku dokumentów z poprzedniego klubu.

Gospodarze rozpoczęli z animuszem, co chwila nękając eksperymentalnie zestawioną obronę Kolejorza, która grała trzema zawodnikami. Nieszczęście Kolejorza polegało na tym, że dwójka z nich, a wiec Maciej Wilusz i Paulus Arajuuri rozgrywali naprawdę słabe zawody. Zresztą w pierwszej połowie praktycznie cała drużyna Lecha grała słabo, raziła niedokładność i masowo popełniane szkolne błędy przy najprostszych podaniach. Bardzo odczuwalny był brak Trałki i Linettego, pauzujących za żółte kartki. W 17 minucie po bezsensownie sprokurowanym przez Arajuriego aucie, błąd przy wybiciu piłki z pola karnego popełnił Wilusz, a Robert Demjan nie dał szans Buricowi. W dwudziestej piątej minucie w Lechu doszło do wymuszonej zmiany. Kontuzjowanego Nicki Bille (prawdopodobnie zerwane włókno mięśniowe) zastąpił Kownacki. Gospodarze, czując słabość i niedyspozycje rywali próbowali zdobyć kolejną bramkę. W 40 minucie po odegraniu głową doskonałym, plasowanym strzałem popisał się były lechita Mateusz Możdżeń, ale jeszcze lepiej spisał się Burić, broniąc to groźne uderzenie. Do przerwy zasłużone prowadzenie Górali, a goście z Poznania powinni cieszyć się, że nie przegrywali wyżej tym bardziej, że praktycznie ani razu nie zagrozili bramce strzeżonej przez Zubasa.

Drugie 45 minut obie drużyny rozpoczęły bez zmian w składzie, natomiast zmianie uległa gra Lecha. Wreszcie oglądaliśmy walkę i zaangażowanie godne mistrza Polski. Lech grał szybko, kombinacyjnie oraz technicznie, klepiąc i z chirurgiczną precyzją rozbrajając defensywę gospodarzy. Podbeskidzie przez pierwsze 15 minut drugiej połowy skupiało się wyłącznie na obronie własnej bramki, ograniczając się jedynie do dalekich wybić „na uwolnienie” w kierunku Demjana. Doskonałe okazje Kownackiego który z ostrego kata nie trafił w światło bramki, czy tez genialna akcja Pawłowskiego i szczęśliwie zablokowany strzał Jevtica zwiastowały szybkie zdobycie wyrównującej bramki. I tak też się stało. W 61 minucie po zagraniu klepki od Jevtica, nie atakowany Tamas Kadar dośrodkował po ziemi na 6 metr, a tam z bliska piłkę do bramki skierował Kownaś. Była to trzecie trafienie młodego lechity w tej rundzie mimo, że oba swoje mecze rozpoczynał na ławce rezerwowych. Gdy wydawało się że piłkarze z Grodu Przemysława poczuli krew i pójdą za ciosem, niespodziewanie już dwie minuty później po rzucie rożnym Gajos nie upilnował Sokołowskiego, a ten dokładnym strzałem zdobył drugą bramkę dla Górali. Mecz jeszcze bardziej się otworzył, doskonałe sytuacje do wyrównania mieli Kownacki oraz Kamiński. W 79 minucie Podbeskidzie wyprowadziło zabójczą kontrę, po dośrodkowaniu z lewej strony Burić wypluł piłkę przed siebie i na 3:1 podwyższył Szczepaniak. To drugi gol tego piłkarza w ekstraklasie. Pierwszego strzelił Lechowi w rundzie jesiennej. Stracona bramka podłamała Niebiesko-Białych, którzy owszem próbowali stwarzać zagrożenie pod bramką Górali, jednak nie przekładało się to na dogodne i klarowne sytuacje. Poznaniaków w 88 minucie pognębił Kowalski który po podaniu Mójty (trzecia asysta w meczu!) strzałem w długi róg ustalił wynik spotkania.

Podbeskidzie odniosło w pełni zasłużone zwycięstwo, pokonując drugi raz w tym sezonie mistrza Polski. Gospodarze brutalnie obnażyli błędy poznańskiej defensywy, która w dwóch meczach straciła aż 6 goli. Była to też najwyższa porażka Jana Urbana odkąd został trenerem Lecha. Szansę na rehabilitację poznaniacy dostaną już w najbliższą niedziele, gdy na stadionie przy ulicy Bułgarskiej podejmą Jagiellonię Białystok.

Comments are closed.

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony