Jestes tutaj: Home » LITERATURA » „Życie”. Ekscentryczne życie aroganckiego, bezczelnego i obscenicznego megalomana

„Życie”. Ekscentryczne życie aroganckiego, bezczelnego i obscenicznego megalomana

(fot. materiały prasowe)A gdyby tak móc wcielić się, choć na jeden dzień, w księdza, policjanta, namiętnego kochanka lub noblistę? Jak wyglądałoby nasze życie i nasze wybory? Jackvill wie.

Kolejne wcielenia to jednak nie tylko kaprys autora, chęć sprawdzenia, jak radzą sobie wykreowane przez niego postaci literackie. To zaproszenie czytelnika do refleksji nad życiem w jak najszerszym wymiarze, a także pretekst do tego, by pokazać, jak w codziennym życiu zewsząd otacza nas obłuda i zakłamanie.

O Autorze:
Jacek Antoni Jackvill – twierdzi, że jego życiorys jest nudny, nieliteracki i woli się nim nie dzielić. Gdyby nie kuzyn poeta, zapewne dalej pisałby do szuflady, ale skoro Hilary Boyd mogła zadebiutować w wieku sześćdziesięciu lat, to każdy może. „Życie” to debiut pisarski autora.

Fragment:

W tym tygodniu Jackvill jest papieżem

A
Jackvill w nocy z poniedziałku na wtorek doznał objawienia. Archanioł w doskonałej aureoli i poświacie oświadczył Jackvillowi, że w niedzielę, za 14 dni[1], ma być obecny w Rzymie na Placu Świętego Piotra, czekając na rozwój wypadków. Czyli ma być w określonym miejscu o określonym czasie.

Tego samego dnia o 10:00 rano posłaniec przyniósł Jackvillowi opłacony już bilet lotniczy do Rzymu[2]. Poświadczenie opłacenia na 30 dni z góry pięciogwiazdkowego hotelu położonego w pobliżu Placu Świętego Piotra oraz czek na 5 000,00 euro[3].

B
Wieczorem[4] wszystkie stacje radiowe i telewizyjne przerwały nadawanie swoich programów, by obwieścić wszem i wobec bardzo smutną wiadomość. Przed 40 minutami na zawał serca zmarł nagle papież Paschalis III.

Pogrzeb Paschalisa III odbył się jeszcze tego samego tygodnia – w sobotę.

C
Jackvill realizując objawienie, a zarazem realizując bilet lotniczy i inne otrzymane za pośrednictwem posłańca profity, wylądował w niedzielę na lotnisku w Rzymie.

Taksówką dojechał do wyznaczonego przez Archanioła hotelu. Zameldował się w recepcji. Wziął otrzymaną kartę magnetyczną i wszedł do swojego hotelowego pokoju. Pokój okazał się być ekskluzywnym jednoosobowym apartamentem.

Jackvill wykąpał się w wannie. Zjadł śniadanie i uciął sobie godzinną drzemkę, po której to udał się na Plac Świętego Piotra. Zdążył jeszcze na po­ranną Mszę Świętą Pro eligendo Papa[5], która odbywała się w Bazylice Świętego Piotra, a która była koncelebrowana przez wszystkich kardynałów-elektorów.

Następnie Jackvill był świadkiem przejścia kardynałów-elektorów z Domu Świętej Marty do Kaplicy Sykstyńskiej.

Drzwi do Kaplicy Sykstyńskiej zatrzasnęły się.

Rozpoczęło się konklawe.

D
Nadeszła pora pierwszego scrutinium[6].

Kardynałowie kandydaci na Jego Świętobliwość oddawali prostokątne kartki, składając jednocześnie przysięgę, że zgodnie z sumieniem swój głos oddali na tego kandydata, który był tego urzędu najbardziej godnym.

Trzej sekretarze rozpoczęli pierwsze liczenie głosów. Rozpoczęło się pierwsze odczytywanie nazwisk z kartek.

Pierwszą kartkę odczytał sekretarz, także kandydat na Jego Świętobliwość, Jego Ekscelencja kardynał John Johnston[7].

Kardynał John Johnston przeczytał – Jackvill[8].

Drugą kartkę odczytał sekretarz, także kandydat na Jego Świętobliwość, Jego Ekscelencja kardynał Sylvio Rezalletti[9].

Kardynał Sylvio Rezalletti przeczytał – Jackvill[10].

Trzecią kartkę odczytał sekretarz, także kandydat na Jego Świętobliwość, Jego Ekscelencja kardynał Simon Radulescu[11].

Kardynał Simon Radulescu przeczytał – Jackvill[12].

I tak:

– Kardynał John Johnston 40 razy przeczytał – Jackvill.

– Kardynał Sylvio Rezalletti 40 razy przeczytał – Jackvill.

– Kardynał Simon Radulescu 40 razy przeczytał – Jackvill.

Po Kaplicy rozległ się głośny jęk. Następnie kandydaci na Jego Świętobliwość jeden przez drugiego krzyczeli: Ja nie głosowałem na żadnego Jackvilla. Ja nawet nie wiem, kim jest Jackvill? Nie ma żadnego kardynała Jackvilla. Ja na kartce napisałem inne imię i nazwisko swojego kandydata, ja też inne, i ja inne, a także ja. Wszyscy kardynałowie stwierdzili, że na swojej kartce napisali inne imię i nazwisko niż Jackvill.

117 kandydatów na Jego Świętobliwość podkasało swoje sukienki i podbiegło do trzech sekretarzy[13]. Wyrywali sekretarzom 120 kartek, by naocznie stwierdzić, czy na kartkach rzeczywiście napisane było słowo: „Jackvill”.

Z przerażeniem, a zarazem i ze zdziwieniem zobaczyli, że na wszystkich 120 kartkach faktycznie widniało słowo: „Jackvill”, i że owo słowo skreślone zostało ich ręką.

Dziekan Kolegium zarządził drugie głosowanie.

I znów Jackvill otrzymał 120 głosów na 120 możliwych, a 120 kandydatów na Jego Świętobliwość wykrzykiwało, iż nie zna żadnego Jackvilla, i że żaden z nich na pewno nie napisał na kartce słowa „Jackvill”, oraz że jak oddawali swoją kartkę sekretarzowi, z całą pewnością było na niej napisane całkowicie inne nazwisko. Mimo tego żaden ze 120 kandydatów na Jego Świętobliwość nie zarzucił sekretarzom jakiejkolwiek manipulacji przy sprawdzania głosów.

Historia powtórzyła się przy trzecim głosowaniu, przy czwartym, piątym, szóstym i siódmym i za każdym razem kardynałowie podejmowali decyzję o dalszym głosowaniu.

Zgodnie z obowiązującymi konstytucjami papieżem został wybrany Jackvill[14]. Jackvill przecież za każdym głosowaniem uzyskiwał 2/3 wymaganych głosów, a zgodnie z konstytucjami, papież nie musiał być kardynałem.

Została zarządzona jednodniowa przerwa na modlitwę i refleksję.

Po dniu przerwy kardynałowie-kandydaci na Jego Świętobliwość postanowili, że dla zostania papieżem wystarczy już zwykła większość głosów.

Ósme głosowanie było jednak powtórką z poprzednich siedmiu głosowań.

Wówczas kardynałowie-kandydaci na Jego Świętobliwość postanowili, że dziewiąte głosowanie, będzie głosowaniem jawnym. Każdy z kardynałów po wyczytaniu Jego nazwiska miał podejść do trzech sekretarzy i głośno powiedzieć nazwisko swojego kandydata, a każdy z trzech sekretarzy z osobna miał zapisać nazwisko głosującego i nazwisko jego kandydata.

Kardynałowie podchodzili do sekretarzy i wszyscy wypowiadali słowo: Jackvill, choć czynili to wbrew swojej woli. Każdy z kardynałów wysyłał ze swojego mózgu do strun głosowych i do języka rozkaz wypowiedzenia nazwiska swojego kandydata, ale broń Boże słowa „Jackvill”. Struny głosowe i język wbrew tym czytelnym rozkazom niezmiennie jednak wypowiadały słowo: „Jackvill”.

I miało to miejsce w:

– 10 głosowaniu,

– 11 głosowaniu,

– 12 głosowaniu.

Po 12 głosowaniu Dziekan Kolegium zgłosił propozycję, aby sprowadzić przed oblicze 120 kardynałów elektorów owego tajemniczego Jackvilla.

Poproszono Mistrza Ceremonii Papieskich, aby udał się na Plac Świętego Piotra i poprosił, aby do Szwajcara zgłosił się ksiądz lub zakonnik Jackvill, o ile będzie obecny na Placu[15].

Jackvill usłyszał, jak wywołują jego nazwisko, ale nie poruszył się. Przecież nie był już księdzem, a wywołują księdza Jackvilla.

Po trzech godzinach Szwajcar poinformował Mistrza Ceremonii Papieskich, że na Placu Świętego Piotra nie ma księdza lub zakonnika o nazwisku „Jackvill”.

Dziekan Kolegium zarządził 13 głosowanie, ale znów 120 kardynałów elektorów niechcąco wypowiedziało nazwisko: „Jackvill”.

Wówczas Jego Ekscelencja kardynał Pablo Buenos[16] zaproponował, aby Jackvilla poszukać nie wśród księży i zakonników, lecz wśród zebranych na Placu „cywili”?

Po Kaplicy rozległ się głos dezaprobaty. Jego Ekscelencja kardynał Pablo Buenos powtórnie zabrał głos: „Drogie Ich Ekscelencje – nie mamy innego wyjścia. Musimy wybrać papieża. Czy drogie Ich Ekscelencje nie zauważyły, że mamy do czynienia z cudami, że jesteśmy świadkami cudów, co więcej: sami uczestniczymy w tych cudach. Co innego pisaliśmy na kartkach, a co innego zostało zapisane. Co innego chcieliśmy powiedzieć, a co innego zostało wypowiedziane. Wszystko dzieje się wbrew naszej woli. Gdyby te wszystkie wydarzenia związane byłyby tylko z jedną Jego Ekscelencją, to Ich Ekscelencje zasadnie mogłyby domniemywać, że ta Jego Ekscelencja nagle zachorowała z nadmiaru wrażeń. Ale z nadmiaru wrażeń nie mogło zachorować nagle 120 Ich Ekscelencji.”

Jego Ekscelencja kardynał Pablo Buenos zamilkł.

Po dłuższej chwili Ich Ekscelencje zaczęły wykrzykiwać. Rzeczywiście. Rzeczywiście. Rzeczywiście kardynał Pablo Buenos ma rację. Ma świętą rację. Na naszych oczach dokonał się cud. Tak – my sami uczestniczymy w tym cudzie. A Jego Ekscelencja kardynał Tomas Ogimbwa[17] nawet zażartował, że wszystkie Ich Ekscelencje spełniły podstawowy warunek, aby mogły zostać świętymi – byli siłą sprawczą cudów (nie jednego cudu, ale przynajmniej dwóch cudów). Żart kardynała Tomasa Ogimbwy spotkał się z dezaprobatą Ich Ekscelencji.

I nagle[18] wszyscy kandydaci na Jego Świętobliwość padli na sykstyńską posadzkę i po chwili znaleźli się w takiej pozie, jak gdyby za chwilę mieli otrzymać sakrę biskupią.

Jego Ekscelencja Dziekan zainicjował pod Twoją Obronę, a następnie Wierzę w Boga i Ojcze Nasz.

Równie nagle[19] i samorzutnie Ich Ekscelencje zaczęły spowiadać się nawzajem. Po wzajemnym wyspowiadaniu się Ich Ekscelencji, Jego Ekscelencja Dziekan zaproponował, aby wezwać księdza egzorcystę, celem zbadania, czy czasami diabeł swym czarcim ogonem nie miesza w tym konklawe.

Ksiądz egzorcysta po 50 minutach ciężkiej wytężonej pracy stwierdził, że szatan nie dotarł jeszcze do konklawe, i że konklawe jest wolne od czarcich intryg.

Wobec tego Ich Ekscelencje uznały, że skoro to nie diabeł, to tylko Bóg Wszechmogący może chcieć, aby tego nieznanego im Jackvilla wybrali na papieża.

© Jacek Antoni Jackvill 2014

Opowiadania
ISBN: 978-83-8011-660-3
Oprawa: miękka
Format: 148×210 mm
Liczba stron: 214
Premiera: 15 września 2014
Cena: 26 zł

 

Comments are closed.

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony