Jestes tutaj: Home » FILM » Amerykańska operacja Argo

Amerykańska operacja Argo

(fot. eatsleeplivefilm.com)

Można by napisać – amerykańsko-kanadyjska. Ta bowiem rządowa współpraca doprowadziła do realizacji jednej z najbardziej znanych operacji ratunkowych w dziejach. Affleck wyczuł dobry materiał na film i taki też obraz stworzył. 

Wprowadzający w historię, tę bardzo daleką jak i tę bliższą widzowi współczesnemu, początek jest mylący. Reżyser przedstawia nam zarys całej sytuacji, powody, które doprowadziły tłum Irańczyków pod ambasadę Stanów Zjednoczonych. Rozwścieczony, żądny krwi tłum. To jednoczesne usprawiedliwianie Teherańczyków i demonizowanie ich. Kolejne etapy scenariusza to już tylko powielanie tego drugiego i mówienie przez zaciśnięte zęby, szeptanie „Boże błogosław wielką Amerykę”.

(fot. thepeoplesvoice.org)

Ben Affleck wpadł w ślepą uliczkę, którą sam na siebie zastawił. Może zrobił to celowo? Film pokazuje obie strony barykady, ich determinanty, ale finalnie to jedna zwycięża – w oczach historii jak i widza. Irakijczyk to nadal dzikus, prymityw kierujący się przemocą terrorysta. Amerykanina znów cechuje cwaniactwo (w ich języku będzie to zaradność), inteligencja, odwaga oraz poświecenie nie dla Boga, lecz dla rodaków, czegoś namacalnego. Czegoś co da się zmierzyć miarą rozumu. Jestem pewien, że w przypadku gdyby Argo stworzyli Irańczycy film przedstawiałby się całkowicie odwrotnie, propagandowo. Ale czy hollywoodzki twór nie jest właśnie bardziej subtelną agitacją? Bez wątpienia. Wszystkie powyższe rewelacje i skromne przemyślenia nie zmieniają faktu, że Operacja Argo jako produkt filmowy sprawdza się bardzo dobrze. Scenariusz to „kalka” pierwszych, dojrzałych, przedwojennych projekcji z przewidywalnymi zwrotami akcji i grzejącym serce finałem. Nie ujmuje mu to jednak, tempo gra jak trzeba, aktorzy – nawet w podwójnych rolach – również. Taka obsada zwyczajnie nie mogła zawieść, prawda? Ben Affleck rozwija się w zabójczym tempie. Czy tylko mi charakterologicznie przypomina młodszego o dziesięć lat Georgea Clooney’a?

(fot. unsungfilms.com)

To co trzyma przy ekranie to bez wątpienia napięcie. Trzyma za gardło, przygważdża do fotela. Gdy bohaterowie czuli strach, również go czułem. Ich spokój, chwile wytchnienia pozwalały mi na rozluźnienie. Cała finalna sekwencja wyprowadzania sześciu zakładników przez super strzeżone lotnisko to mistrzostwo. Nie wiem czy zaistniał tu jakiś podświadomy strach człowieka przed „arabami”, przed ich bezpośredniością, czy reżyser dał popis. Zapewne obie rzeczy miały znaczenie. Nie zmienia to faktu, że Farshad Farahat stworzył tam ucieleśnienie obrazu przerażającego człowieka z dalekiego wschodu.

 

Czas więc z mojej refleksyjnej papki wywnioskować coś wartościowego dla potencjalnego widza. Warto iść do kina? Jeśli nie zmęczy cię początkowa część filmu oparta na rządowych dialogach, decyzjach, z całą tą – charakterystyczną dla czasów zimnej wojny – otoczką tajnych służb, to zdecydowanie tak. Osobiście nie zostałem wgnieciony w fotel, jednak nie żałowałem wydanych na bilet pieniędzy. To wartościowy obraz, któremu jednak nie wolno dać się „omamić”, by nie wpaść w propagandową akcję dalekiego zachodu. Każdy medal ma dwie strony. Affleck pamiętał o tym, by jednocześnie, celowo o tym zapomnieć. To nie łatwa sztuka.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


+ 6 = siedem

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 320 547 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony