Jestes tutaj: Home » LITERATURA » Złe sugestie z tylnej okladki

Złe sugestie z tylnej okladki

W bibliotece miejskiej w Pruszkowie (filia nr 4) półek jest sporo. Na półkach książek jeszcze więcej. Do tej pory sądziłem, że dzięki temu prawdopodobieństwo wybrania czegoś dobrego jest naprawdę spore. Starałem się je też zwiększać, czytając opis książki na tylnej okładce, na ogół działało.

A kiedy trafiłem na książkę, która miała z tyłu napisane, co następuje: „Niesamowita książka o sile oddziaływania literatury, o literackim złudzeniu i o literackiej ingerencji w ludzkie życie” zdawało mi się, że na nic lepszego trafić nie mogłem.

Przeczytałem ją w moment, dwieście osiemdziesiąt kilka stron (niezbyt duża czcionka) w trzy godziny. Ze zrozumieniem w dodatku, chociaż wiem – nie każdy w to wierzy. Ale jednak.

To, niestety, nie były dobre trzy godziny. Pierwsze pół w porządku, zapowiadało się. Pani, która kilka lat wcześniej zostaje brutalnie napadnięta przez dwóch mężczyzn i tylko cudem udaje jej się uniknąć gwałtu i śmierci, pracuje w przytułku dla bezdomnych. Pomaga im (co mi się podobało – wyraźne nakreślenie bezdomności jako stanu, który może spotkać każdego z naprawdę setek różnych przyczyn) w stanięciu na nogi, znalezieniu stałego i dotowanego przez państwo dachu nad głową. Jednym słowem – osoba, która kiedyś przeżyła coś strasznego, teraz pomaga innym. Banalne, ale nawet nieźle rozegrane. Po śmierci jednego z jej podopiecznych dostaje od swojej szefowej pudło ze zdjęciami, jedyną rzeczą, jaka po nim została. Dobrymi zdjęciami, zdjęciami wielu znanych ludzi, głównie muzyków z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Ma zadanie odświeżyć je i przygotować z nich wystawę, na której przytułek zarobi trochę pieniędzy. W prawdziwym życiu zapewne wystawa zostałaby przygotowana, cieszyła się umiarkowanym powodzeniem i przyniosła mniejsze od spodziewanych, ale większe niż żadne, pieniądze. Ale jesteśmy w książce, więc nasza bohaterka znajduje kilka zdjęć, które wskazują na prawdziwą (i – jakżeby inaczej – absolutnie zaskakującą) tożsamość ich zmarłego autora a także jedno absolutnie dla niej wyjątkowe, na której widać ją samą, na chwilę przed napaścią, której ofiarą padła. Wystawy więc nie ma, natomiast bohaterka rozpoczyna śledztwo, mające przynieść odpowiedź, czy raczej potwierdzenie jej spostrzeżeń.

Do tego momentu książka nie jest zła. Zarysowanie intrygi w porządku, ale już samo jej poprowadzenie woła o pomstę do nieba. Wyjaśnienie naprawdę skomplikowanej, pełnej ciemnych tajemnic historii zajmuje raptem kilka dni i wymaga jedynie kilkudziesięciu godzin pracy, na którą składają się: praca w ciemni fotograficznej, przekopywanie internetu i archiwów prasowych oraz raptem kilka rozmów z w połowie przypadkowymi ludźmi. I już. Wszystko wiadomo, wszystko jest jasne. Nuda, panie. Do tego mocno przeciętny język, którego używa autor. Bardzo ciężki styl pisania, słowa, w których treści jest niewiele, ale potrafią czytelnika zmęczyć bardziej, niż przerzucenie kilku ton węgla na czas.

Nie wiem, jak wy, ale kiedy ja coś czytam, czuję, czy w słowach jest powietrze, oddech. Nawet jeśli historia jest ciemna, duszna i niezbyt przyjemna, w słowach powinno być powietrze, czytelnik powinien móc oddychać nimi, wciągać je do wewnątrz siebie lekko i bez wysiłku. Tutaj w słowach nie ma ani grama tlenu. Źle jest. I zupełnie niewciągająco.

Jest jeszcze zakończenie. Niektórzy powiedzą – zaskakujące, odważne. I faktycznie, byłoby takie, gdyby mniej – więcej od połowy książki autor nie starał się między wierszami na siłę przekazać, że takie właśnie będzie. Ale starał się. Odnoszę wrażenie, że chociaż miał dobry pomysł na historię i jeszcze lepszy na jej zakończenie, to zabrakło mu wiary w inteligencję czytelników i postanowił sobie – właśnie tym naprowadzaniem na to, co stanie się w finale – zapewnić alibi. Żeby tym, którzy nie zrozumieją, móc powiedzieć „przecież mówiłem”.

Zła książka. Ze względu na kiepski styl i marne poprowadzenie historii nie nadaje się do wieczornego czytania przy kieliszku wina albo szklance whisky z lodem a przez ciężkość i brak luzu w słowach – zupełnie nie pasuje do zabicia czasu w autobusie do pracy.

No i kompletnie nie rozumiem, jaki związek z ta książką ma zdanie, które przytoczyłem na samym początku – że opisuje ona siłę oddziaływania literatury, literackie złudzenia i literacką ingerencję w ludzkie życie. O literaturze w tej książce nie ma ani słowa.

Bez wyjścia, Chris Bohjalian

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


× 7 = pięćdziesiąt sześć

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 320 643 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony