Jestes tutaj: Home » slider » „Zawsze wracałem do Polski jak do swojego domu” – wywiad z Januszem Olejniczakiem

„Zawsze wracałem do Polski jak do swojego domu” – wywiad z Januszem Olejniczakiem

Zabawny, pełen pasji i zamiłowania do muzyki oraz zawodu, który wykonuje – taki właśnie jest światowej sławy kompozytor i promotor muzyki Fryderyka Chopina – Janusz Olejniczak, z którym przy okazji premiery jubileuszowego krążka pt. „Koncerty” miałem przyjemność rozmawiać o jego początkach, o tym jak zmieniało się jego życie po konkursie Chopinowskim, o przygodzie w filmie oraz o tym czy muzyka klasyczna nie umiera. Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w poniższej rozmowie.

Zaczął pan grać w wieku sześciu lat, swój kontakt z muzyką rozpoczął pan zapewne dużo wcześniej – skąd to się u pana wzięło, zazwyczaj w tak młodym wieku chłopcy biegają po podwórkach, bawią się w piaskownicach i oddają się różnego rodzaju innym podobnym rozrywkom, a Pan jednak wybrał muzykę i to taką muzykę, dlaczego?
Jaką muzykę to nie było wiadomo – w domu moich dziadków we Wrocławiu stało pianino, a że mój ojciec i wuj grali amatorsko na różnych instrumentach to muzyka po prostu była obecna. Poza piłką nożną i tzw. „bieganiem z chłopcami” nie było specjalnie innych rozrywek (były to czasy początków radia i telewizji), to tak naprawdę były jedyne dostępne dla nas atrakcje. Mówiąc poważnie w wieku 6 lat umiałem już grać na fortepianie i przyszło to w taki sam sposób jak nauka chodzenia czy mówienia.

Jedną rzeczą jest zainteresowanie fortepianem, a zupełnie czym innym jest podtrzymanie – mimo tak młodego wieku – swoich zainteresowań.
To była jednak kwestia predyspozycji, zdolności i fakt, że z tego „bębnienia” najpewniej skoordynowanego zaczęły powstawać jakieś melodie. W wieku 17 lat miałem już pewne osiągnięcia i dzięki temu odkrywanie świata było dla mnie jeszcze łatwiejsze. Fortepian zawsze był moją pasją. Od wczesnych lat dużo podróżowałem, co dało mi pewne przywileje  – jeżeli chodzi się do szkoły i ma się zapas pewnych umiejętności to szkoła staje się niczym innym jak po prostu przyjemnością. Na tzw. „piłkę” miałem jedynie czas do momentu, w którym zostałem laureatem w konkursie Chopinowskim. Sportem interesowałem się zawsze i już jako dziecko uprawiałem wszystkie możliwe dyscypliny. Istnieje również pewien próg w nauce gry na fortepianie kiedy to utwory stają się coraz trudniejsze, i z czasem dzięki wysiłkowi człowiek przekonuje się, że to co wydawało się nie do przeskoczenia, nagle staje się możliwe – ten element sportowego ducha również był mobilizujący.

W 1970 r. został pan laureatem konkursu Chopinowskiego. Czy ten fakt otworzył przed panem jakieś drzwi na nowe możliwości? Co tak naprawdę dawało to wyróżnienie wtedy,  a co w dzisiejszych czasach?
Dokładnie to samo, musimy jednak wziąć pod uwagę czasy, w których konkurs się odbywał – za mojej młodości nie mieliśmy tak łatwego dostępu do paszportów, przez co możliwości obcowania z całą Europą były bardzo ograniczone. Każdy tego typu sukces dawał więc, przede wszystkim możliwość wyjazdu – ja konkurs traktowałem jako taką trampolinę do…

…lepszego świata?
Nawet nie – dzięki konkursowi zostałem zauważony i to było tak naprawdę najważniejsze, lecz jeszcze wtedy zdecydowanie nie traktowałem tego jako rozpoczęcia mojej kariery. Czy do lepszego świata? Proszę pamiętać, że wyjeżdżając do Paryża nie myślałem, że jestem w świecie lepszym – „inny” byłoby zdecydowanie lepszym określeniem. Zawsze wracałem do Polski jak do swojego domu, który jest jaki jest, ale jest mój i specjalnie nie porównywałem go do innych miejsc. Nie dało się tego porównywać ponieważ były to dwie różne planety. W okresie dojrzewania miałem szczęście i okazję, do poszerzania własnych horyzontów oraz zainteresowań.

Zwiedził pan „kawał” świata, gdyby miał pan możliwość wyboru gdzie najbardziej chciałby pan tworzyć?
Nigdy nie miałem wątpliwości, że Polska jest miejscem gdzie mogę najpełniej pracować, ćwiczyć, żyć, mieć kontakt z rodziną i przyjaciółmi, bez względu na czas, który upłynął. W Polsce zawsze było mi najlepiej i to się nigdy nie zmieniło.

Jak pan ocenia, czy w Polsce młodzi wirtuozi mają większe czy może mniejsze szansę  na rozwój?
Myślę, że wszędzie jest podobnie – tak samo trudno, wydaje mi się jednak, że łatwiej było za czasów mojej młodości, ponieważ konkursów tego typu było dużo mniej i miały one większe znaczenie dla impresariów lub wytwórni płytowych. W tej chwili na świecie tak naprawdę liczą się dwa, może trzy konkursy (w tym Chopinowski oczywiście), wszystkie inne przyznają jakieś nagrody, funkcjonują medialnie w taki czy inny sposób, lecz jest to kwestia tygodnia, dwóch a potem pamięć o nich przepada. Nie jest więc, ani łatwiej, ani trudniej. W Polsce są takie same szanse na rozwój jak na całym świecie.

Zastanawiam się czy kiedykolwiek podczas pana kariery pomyślał pan żeby rzucić muzykę i pójść w inną stronę?
Nie – takich pokus nigdy nie miałem. W każdej pracy, nawet takiej która jest życiową pasją miewa się momenty, w których człowiek ma dość wszystkiego, z fortepianem na czele.

W jednym z wywiadów powiedział pan, że „Muzyka poważna jest dla większości ludzi trudna” – nie uważa pan, że muzyki poważnej jest po prostu za mało w mediach? Czy wszechobecna komercja nie utrudnia do niej dostępu?
To prawda, że ten rodzaj muzyki mało istnieje w mediach, szczególnie w tych komercyjnych, no może poza programem drugim i trzecim Polskiego Radia. Natomiast sale koncertowe są w dalszym ciągu pełne, pełne nie tylko osób starszych, ale także młodzieży. Co chwile tworzą się nowe orkiestry, a imprezy typu Warszawska Jesień w dalszym ciągu są bardzo popularne. Tego wszystkiego nie widać niestety w mediach, ale tak jest na całym świecie – w tym przypadku  Polska wcale nie jest gorsza od Francji gdzie muzyka poważna również znajduje się gdzieś „w nocy” – dzięki bogu wciąż jeszcze istnieją programy tematyczne.

Przyzna pan, że gdyby młody człowiek nie zainteresował się tą muzyką od najmłodszych już lat to media nie ułatwiają mu do niej dostępu ?
Tak naprawdę to wszystko zależy od środowiska, w którym się wychowujemy, od otaczających nas przyjaciół. Prasa, radio czy telewizja mają w tym mniejszy udział, ponieważ nie potrafią zaszczepić w ludziach tego tematu, tak  jak np. tematu tańca, który w tej chwili ma swoje 5 min, czy  sportu  przeciwko, któremu oczywiście nic nie mam. Jestem doradcą w fundacji, zajmującej się przyznawaniem stypendiów młodym utalentowanym ludziom, zresztą z różnych dziedzin nie tylko tych związanych ze sztuką. Jeśli jednak chodzi o sztukę to tak jak jeszcze kilkanaście lat temu do fundacji przychodziły aplikacje od pianistów, skrzypków czy basistów, tak w tej chwili co druga aplikacja dotyczy śpiewu i tańca. Myślę, że odpowiedzialna za to jest kreacja współczesnych mediów, od czasu do czasu trafi się oczywiście jakiś instrument, ale to już nie to co kiedyś.

Nie ubolewa pan nad faktem, że muzyka klasyczna jest w nich pomijana?
A co ja mam ubolewać, mogę najwyżej nie oglądać telewizji (śmiech).

Miewa  pan obawy, że muzyka którą pan uprawia właśnie przez tę pogłębiającą się komercję, kiedyś zupełnie zniknie ?
Wie pan, za czasów Chopina w ogóle nie było radia i telewizji (śmiech). Daje Panu słowo honoru, że ta muzyka nie zaginie, natomiast mówiąc już zupełnie otwarcie, to tak naprawdę nie mam nic przeciwko temu, że ludzie tańczą czy śpiewają. Wolę to, niż gdy robią inne rzeczy, ponieważ każda z tych rzeczy cały czas znajduje się w obrębie jednej wielkiej muzyki. Dlatego ja, też nie twierdzę, że słucham tylko i wyłącznie muzyki klasycznej – jestem osobą, która stara się obcować z każdym (no może prawie każdym) gatunkiem muzyki. Muzyka to po prostu poukładane dźwięki, wzięte z kosmosu, z talentu czy też od boga – niech każdy nazywa to jak chce – które ułożone są albo w bardzo ładną piosenkę, albo wychodzi z tego symfonia. Z całą pewnością to co jest wewnątrz muzyki klasycznej, łącznie z muzyką współczesną, to wszystko jedna rodzina wewnątrz której znajduje się również jazz czy rock. Nikt mi nie powie, że jest znawcą muzyki i melomanem, jeżeli lubi jedynie dany rodzaj muzyki –  to zawracanie głowy, tzn. że ta osoba w ogóle tej muzyki nie rozumie.

Ma pan jakiegoś ulubionego artystę współczesnego?
Jeśli chodzi o muzykę powiedzmy młodzieżową tak?

Na przykład?
Nie znam niestety angielskiego więc mam problem z zapamiętaniem niektórych nazw, ale jestem przyzwyczajony do swojej generacji, do artystów choćby takich jak Santana.

Nie uważa pan, że pojęcie autorytetów zaczyna powoli zanikać z powodu ich wyraźnego braku?
W subkulturach związanych z moim zawodem nie dostrzegłem zjawiska ich zanikania. Wspólnie z innymi muzykami mamy niezmienne autorytety, wydaje mi się jednak, że w dzisiejszych czasach pojawił się pewnego rodzaju strach przed nazwaniem kogoś autorytetem. To określenie wyszło już z mody. Od wielu lat mówi się o tym, że nie ma autorytetów, do czasu w którym ktoś umiera i dopiero wtedy zastanawiamy się dlaczego nie mówiono o tej osobie jako o autorytecie,  po śmierci okazuje się, że jednak nim była.

Jak odniesie się pan do stwierdzenia, iż ludzie odpowiedzialni za poszerzanie naszych zainteresowań w młodości (nauczyciele), również stają się co raz bardziej ograniczeni na prawdziwą sztukę, a najwyższą formą obcowania z „kulturą” stały się wycieczki do kina, a teatry bądź filharmonie są zupełnie pomijane?
To jest skandal, nigdy wcześniej tak nie było, ale ja wiem, że tak faktycznie się dzieję i jest to przerażające. To są oczywiste obowiązki państwa. I właściwie powinniśmy się wstydzić , że w ogóle w 21wieku ktoś ma jeszcze na ten temat jakieś wątpliwości. Kultura jest niezbędnym elementem życia każdego społeczeństwa, a do tego jeszcze są kraje , które rozumieją, że jest także doskonałą inwestycją, buisnesem, który generuje dochód obliczalny i ten bezpośrednio nieprzeliczalny na pieniądze- stan potrzeb i ducha społeczeństwa. Kultura to nie jest abstrakcja – to jest Wartość wymierna!

Jak pan wspomina swoją przygodę z kinem?
Bardzo dobrze – była to bardzo ciekawa odskocznia od mojej pracy zawodowej, a w przypadku filmu „Błękitna nuta” Andrzeja Żuławskiego, było to najpełniejsze doświadczenie artystyczne – może nawet – w całym moim życiu. Mając do czynienia z tekstem, aktorami, z całą grupą utalentowanych ludzi pracujących przy projekcie, kilka miesięcy życia w „nierealnym świecie”, sprawiło, że bardzo się rozwinąłem, mam łatwiejszy kontakt z ludźmi nawet we własnej pracy zawodowej. Będąc człowiekiem bardzo introwertycznym, stałem się no może nie do przesady, ale osobą ekstrawertyczną, to jednak nie tylko dzięki doświadczeniu z filmem, ale również dzięki pracy nad swoją psychiką.

Ze względu na to doświadczenie zdecydowałby się pan na zmianę profesji na aktorstwo?
Nie, absolutnie nie – proszę pamiętać, że w filmie wcieliłem się w rolę Fryderyka Chopina, więc w dalszym ciągu pozostawałem w kręgu swojej pasji.

Odgrywanie postaci Chopina było dla pana trudnym doświadczeniem?
Wie Pan myślę, że było to tym trudniejsze, że jestem nie tylko pianistą, ale również Polakiem i to Chopin stworzył muzykę, która stała się moją pasją i miłością.

Na pana najnowszej  płycie „Koncerty” znalazły  się 3 utwory, które związane są z ważnymi wydarzeniami w Pana życiu.
Były to pierwsze utwory, które grałem wraz z orkiestrą, bardzo je kochałem i ta miłość nigdy się nie zmieniła. Nie jest to tylko podróż sentymentalna, ponieważ gram te utwory do dziś i cały czas są one wielkie i takie już pozostaną.

Płyta została wydana z okazji pańskiego jubileuszu, czy po 60 latach działalności miewa pan czasami myśli, aby zakończyć swą działalność?
Zakończyć na pewno nie – pocieszam się tym, że pianiści są długowieczni np. Mieczysław Horszowski grał w Filharmonii Warszawskiej w wieku 101 lat, więc 60 lat nie jest znowu takim straszliwym wiekiem.

Ma Pan swój ulubiony utwór Fryderyka Chopina ?
Nie

Co było największym wyzwaniem w pana dotychczasowej karierze ?
Takich anegdot niestety nie mam na podorędziu (śmiech).

Jakie są pana cele bądź plany na najbliższą przyszłość ?
Od grudnia będę nagrywał wszystkie Chopinowskie Mazurki no i oczywiście w dalszym ciągu gram koncerty. Przygotowuję też zupełnie nowy repertuar, a także nowy projekt muzyczny, ale za wcześnie mówić o tym więcej. No i czekam na nowo napisany , fantastyczny koncert fortepianowy- może właśnie powstaje….

W sferze zawodowej pozostały panu jeszcze jakieś niespełnione cele, które chciałby pan osiągnąć ?
Nie specjalnie, zagrałem już we wszystkich wymarzonych salach – w moim przypadku życie jest ciekawe i naprawdę stwarza mi całe mnóstwo przeróżnych niespodzianek tych fajnych i mniej fajnych. Nie ma co marzyć – życie i tak szykuje swoją własną historię.

W takim razie czy te „wymarzone sale” spełniły pana oczekiwania ?
Oj tak, zdecydowanie tak. Piękna filharmonia berlińska zrobiła na mnie takie wrażenie, że nigdy bym się nie spodziewał, że będzie ono, aż tak ogromne.

A publiczność na pańskich koncertach?
Przeróżna – Południowo-Amerykańska entuzjastyczna i krzycząca, w skupieniu słuchająca- Niemiecka, Austriacka – taka dość oszczędna, ale bardzo poważna, Włoska z kolei bardzo żywiołowa , lecz tam 10 min po koncercie ludzie zasiadają do kolacji i nie rozpamiętują już więcej koncertu.

Jest coś co pozwala, panu stwierdzić czy publiczności naprawdę podobało się pańskie wystąpienie ?
Wie pan, po oklaskach słychać czy są one stonowane czy żywiołowe, ale często przed koncertem jest coś  takiego w powietrzu, że od początku wiadomo, iż koncert będzie udany – a po koncercie to ja  po prostu wiem czy koncert się podobał czy nie.

Zdarzyło się panu kiedyś , że po zakończonym wystąpieniu podchodzi do pana ktoś z widowni i mówi, że dzięki panu również chciałby zacząć grać?
Muszę panu powiedzieć, że niejednokrotnie może nie 100 razy, ale kilkanaście razy na pewno.

Byli to ludzi w młodym wieku czy…
Tak młodzi

I jak pan myśli, co spowodowało u nich taką reakcję ?
Nie wiem – widocznie byli w takim stanie ducha, że coś w moim repertuarze sprawiło, iż byli nim poruszeni do tego stopnia, że naprawdę zaczęli rozumieć piękno tej muzyki. Bardzo przyjemne doświadczyć czegoś takiego.

Chwilowe zauroczenie staje się następnie pasją tych ludzi w przyszłości ?
Szczerze mówiąc nie wiem – z paroma osobami mam kontakt i wiem, że wciąż się tym zajmują, ale na ogół dla ludzi, którzy dochodzą do tego typu przemyśleń, że właśnie to chcieliby w życiu robić jest już za późno. Chociaż, zdarzały mi się takie historie, że mama zaprowadziła dziecko w wieku 5 lat na mój koncert, na którym usłyszał tę muzykę po raz pierwszy i właśnie wtedy ta muzyka się spodobała i gra ją po dziś dzień. Ja sam wciąż pamiętam koncerty, na które chodziłem jeszcze jako dziecko i byłem nimi zafascynowany.

Dziękuje Panu bardzo za rozmowę i oczywiście z okazji jubileuszu życzę wszystkiego najlepszego oraz dalszych sukcesów w sferze zawodowej.
Ja również bardzo dziękuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


dwa × = 16

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 317 093 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony