Jak można zepsuć coś kultowego, czyli Smerfi świat na dużym ekranie
Była to jedna z moich ulubionych bajek. Jako mały chłopiec zawsze chętnie oglądałem kolorowy świat z niebieskimi postaciami i złym Gargamelem. Gdy zobaczyłem film poczułem się znokautowany.
Gdy dowiedziałem się o tym filmie chęć obejrzenia go była kierowana ciekawością. Ponoć to pierwszy stopień do piekła. Spodziewałem się powrotu do dziecięcych lat za sprawą tej ekranizacji, a miałem do czynienia z… No właśnie z czym?
Ciężko mi jest to nawet określić. Jedyne co mi się podobało w tym filmie to grafika. Fabuła jednak trochę przypominała mi takie filmy jak „Looney Tunes znowu w akcji” czy „Kto wrobił królika Rogera”. Przy czym królik Roger był świetny.
Filmowi bardzo dużo brakuje do pierwowzoru. Jest trochę flegmatyczny i nudny. Plus za chęci, duży minus za realizację i zepsucie tego smerfnego świata.