Jestes tutaj: Home » WYDARZENIA » Polityka » Teatr to dziwny, teatr jedyny

Teatr to dziwny, teatr jedyny

Pani mi mówi, – niemożliwe, pani mi mówi – mnie się zdaje, pani mi mówi – nie do wiary pani mi mówi, że to żart. Co jest fałszywe, to fałszywe, co mnie się zdaje, to się zdaje, ale ja i tak napiszę, że tam był trotyl. Najwyżej potem naczelny przeprosi.

Z takiego, zdaje się, założenia wyszedł Cezary Gmyz, pisząc swój niedawny artykuł w Rzeczpospolitej, który – gdyby był przygotowany rzetelnie i opublikowany w odpowiednim czasie – mógł nie tylko poruszyć, ale na długi czas wstrząsnąć zarówno opinią publiczną, jak i całą polską sceną polityczną, skończyło się jednak na burzy w szklance wody. Burzy, która jeżeli komukolwiek wyrządzi jakiekolwiek szkody, to właśnie temu, kto zasiał wiatr, czyli redaktorowi Gmyzowi i jego redakcji.

Abstrahując od tematyki, co nie jest łatwe, gdyż jak wiadomo od 2010 roku Polacy znają się doskonale nie tylko na piłce nożnej i medycynie, ale są też największymi na świecie specjalistami od wypadków lotniczych, materiałów wybuchowych i twardości drzew, a także bezpośrednio od samego sprawcy zamieszania, któremu – chociaż do moich autorytetów w dziedzinie dziennikarstwa śledczego zdecydowanie nie należy – należy się grzechów jeśli nie odpuszczenie, to chwilowe odłożenie na półkę, choćby ze względu na humanitarny odruch niekopania leżącego, zajmę się zasadniczym błędem jaki został przy tej sprawie popełniony raz, że przez autora, ale chyba nawet bardziej przez redakcję Rzeczpospolitej.

Nie wątpię w słowa red. Gmyza, że miał kilka źródeł informacji. Nie wątpię, że weryfikował to, czego się dowiedział w różnych miejscach. Nie wątpię też w to, że redakcja (zapewne w osobie red. naczelnego) przed decyzją o publikacji poprosiła red. Gmyza o szczegółowe informacje w tej sprawie. Nie wątpię też jednak i w to, że zarówno red. Gmyz jak i red. naczelny podejmując tę decyzję zdawali sobie doskolane sprawę z kilku rzeczy. Po pierwsze z tego, że „wysokoenergetyczne, zjonizowane składniki” mogą oznaczać materiały wybuchowe, ale nie muszą. Po drugie z tego, że detektory, którymi posługiwali się inżynierowie badający szczątki samolotu, wykrywają pojedyncze substancje, ale nie dają odpowiedzi na to, z jakimi innymi były zmieszane i do czego były użyte – na te pytania mogą dać odpowiedź jedynie szczegółowe badania laboratoryjne. Czyli mówiąc wprost – red. Gmyz uzyskał pewne konkretne informacje, ale w swoim artykule nie opisał ich, tylko swoje wnioski, które choć mogą być prawdziwe, to zdecydowanie nie muszą. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby wyraźnie zaznaczył, że hasła „trotyl” i „nitrogliceryna” to już jego inwencja twórcza, on jednak tę właśnie informację podał jako pewnik, jako fakty, o których dowiedział się od swoich informatorów, w niezależnych od siebie źródłach.

I po trzecie. I red. Gmyz i redakcja Rzeczpospolitej musieli zdawać sobie sprawę z konsekwencji opublikowania tego artykułu. Musieli wiedzieć doskonale, jakie skutki wywoła opublikowanie informacji o znalezieniu materiałów wybuchowych we wraku samolotu, że atmosfera wokół katastrofy smoleńskiej, od jakiegoś czasu nieco spokojniejsza, znów stanie się dramatyczna. Nie uwierzę, że nie zdawali sobie sprawy, że znów padną oskarżenia o morderstwa, zbrodnie itd. Tym bardziej, że sam artykuł też nie był napisany w sposób, który możnaby określić słowem „wyważony” czy „obiektywny„. Przekaz artykuły był jasny – w końcu mamy dowody, że to był zamach.

A o ile takie rzeczy może mówić prywatna osoba w gronie rodziny czy znajomych, to dziennikarzowi, bez całkowicie jednoznacznych i zweryfikowanych dowodów czegoś takiego najzwyczajniej w świecie powiedzieć nie wolno. Zwłaszcza, kiedy dotyczy to śmierci Prezydenta Najjaśniejszej. I zwłaszcza, kiedy jasne jest, że na nowo wywoła to skrajne emocje i w społeczeństwie i wśród tzw. elity.

Potem nie wystarczy mała wzmianka na stronie ze słowami „pomyliliśmy się„. Ci politycy, dla których ten artykuł stał się pożywką do oskarżeń jeszcze cięższych, niż dotychczas, po takim sprostowaniu, jakie zamieściła na swojej stronie Rzeczpospolita, ci politycy ze swoich słów raczej się nie wycofają. A tym bardziej nie zmniejszy to podziałów społecznych, jakie on wywołał.

Chciałbym wiedzieć, choć prawdopodobnie nie dowiem się nigdy, dlaczego ten artykuł został w takiej formie i w tym czasie opublikowany. Albo przez, wybaczy Pan, redaktorze, głupotę i gorącą głowę – wiem coś na ten temat, sam kiedyś (w sprawie zdecydowanie mniejszego kalibru, choć również przez pewien czas dość głośnej) popełniłem podobny błąd; zdobyłem informacje, sprawdziłem je nieco zbyt niedokładnie i opublikowałem nie dając czytelnikom wyraźnie odczuć, że płynące z nich wnioski są tylko jedną z możliwości a nie autentycznym faktem, co okazało się być zgubne w skutkach; no ale ja nie miałem wtedy dwudziestu lat doświadczenia dziennikarskiego, to był mój pierwszy poważniejszy materiał – która nieraz powoduje poważne nawet błędy, albo zostało zrobione to celowo, z pełną świadomością konsekwencji.

Bardzo chciałbym, Panie redaktorze i redakcjo Rzeczpospolitej, żeby to był ten pierwszy powód. Można zmądrzeć, wydarzenia tego dnia na pewno to spowodowały, gorącą głowę można następnym razem przed publikacją materiału włożyć pod kran a potem przeczytać tekst raz jeszcze. Jeśli to był błąd, to choć brzemienny w skutki, myślę, że czegoś Państwa nauczy.

Ale jeżeli było to celowe działanie, to mam nadzieję, że prędzej czy później spadną na was konsekwencje poważniejsze, niż tylko konieczność napisania „ojtam ojtam, pomyliliśmy się„.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


4 + = dziesięć

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 320 463 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony