Jestes tutaj: Home » FILM » Martwe Zło wcale nie takie martwe

Martwe Zło wcale nie takie martwe

Trylogia „Evil Dead” Sama Raimiego to kwintesencja słowa klasyka. Jeśli nie dane Ci było obcować z tymi prawdziwymi protoplastami kina gore, cóż, czas na nowo przyswoić sobie słowo horror. Nie będzie jednak koniecznością sięgać do odległej już przeszłości (lata 80 i 90), bowiem wiosna 2013 zaserwuje Nam prawdziwą, krwawą ucztę – remake „Martwego zła”. Ja, jako ogromny fan, już zacieram ręce, mając przy tym jednak lekkie obawy.

Powód? Mając teraz przed oczyma słowo remake, na pierwszy plan wychodzi obraz filmu często słabego, wręcz kpiącego z klasyki, która nawet obdarta z kluczowego w jej przypadku, sentymentu nadal deklasuje swojego młodszego bratanka. Było tak chociażby z zeszłorocznym, buńczucznie zapowiadanym „The thing”(to akurat prequel), który jedyny strach lub napięcie wywołał u mnie  gdy miałem ochotę wywalić telewizor przez okno. Zamerykanizowana słabizna! Co więc pozwala mi wierzyć, że tym razem będzie inaczej i dostanę film, który będzie mógł przynajmniej, bez wstydu, stanąć obok TRYLOGII? Zobaczcie sami…

 – Uwaga film tylko dla dorosłych! Jeśli nie posiadacie konta na YT (co jest wymogiem, by zobaczyć teaser) odwiedźcie TĘ stronę.

Zapowiedź robi spore wrażenie, świetnie zmontowany teaser! Jestem usatysfakcjonowany, bowiem reżyser wziął się za odświeżenie mojej ulubionej, najpoważniejszej odsłony z 1981 roku. O czym opowiada „Martwe zło”? Początek to obecny standard horroru, który w latach 80 zaczynał się nim dopiero stawać. Grupa przyjaciół jedzie miło spędzić czas do leśnej chatki, której właścicielem jest przyjaciel jednego z nich. Odnajdują tam starą księgę umarłych oraz nagranie pewnego naukowca, który wraz z żoną ją studiował. Konsekwencji możemy się domyślić, a w przypadku ciekawości i brawury młodych ludzi, jesteśmy ich pewni. Przyjaciele przyczyniają się do przebudzenia zła czającego się w lesie, które skutecznie popsuje im ten sielankowo zapowiadający się wyjazd. Czego oczekuję od „rimejku”?

W nowym „Martwym źle” nie może zabraknąć lekko psychodelicznego klimatu, dosadnej brutalności, która – w przypadku oryginału – mocno przyczyniła się do zdefiniowania gatunku gore. Chciałbym zobaczyć wyrazistego, głównego bohatera. Nie liczę oczywiście na wyłonienie postaci kultowej niczym Ash (świetnie zagrany przez  Bruce’a Campbell’a), jednak podobnego charakterologicznie mężczyznę wręcz wymagam. Groza, szok, obrzydzenie, stres, a nawet chwile śmiechu (tak!), tego nie może zabraknąć, czego – mam nadzieje – jest świadomy zupełnie nieznany reżyser Fede Alvarez. Wierzę, że sam Raimi nie powierzył odświeżenia swojego arcydzieła byle komu i odpowiednio Urugwajczyka do tego przygotował. Tego sobie i Wam gorąco życzę, niecierpliwiąc się przy tym ogromnie. Do krwawej, martwej wiosny jeszcze daleko, a ja po raz kolejny mam ochotę odświeżyć sobie trylogię …

Na koniec małe, milusie porównanie…

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


× dwa = 8

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 310 885 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony