Jestes tutaj: Home » slider » „W muzyce szukamy spełnienia.”- wywiad z zespołem Lombard

„W muzyce szukamy spełnienia.”- wywiad z zespołem Lombard

Anna Król: Lombard – jaką grupą jest dzisiaj?
Grzegorz Stróżniak:
  Myślę, że jest grupą bardzo związaną z dzisiaj. To znaczy, wszystko, co się dzieje wokół nas, wszystko, co dotyczy naszej działalności, dotyczy naszego życia. Przekłada się na naszą działalność, naszą twórczość i jest punktem wyjścia do myślenia nad następną kompozycją , nad następnym ruchem artystycznym . Jest to na pewno zespół nowoczesny, który nie poprzestaje na tym, co się kiedyś wydarzyło. To jest bardzo ważne. Żyjemy, tworzymy, funkcjonujemy w tej rzeczywistości, w której się poruszamy, i ona działa na nas, a my, jeżeli coś nas w tej rzeczywistości porusza, przekazujemy ten punkt widzenia i przetwarzamy go na nasze przyszłe działania.
Marta Cugier: Zespół Lombard to dzisiaj Marta Cuger, czyli Ja, Grzegorz Stróżniak – od 1981 roku lider zespołu Lombard  – oraz Daniel Gola Patalas – gitarzysta, Michał „Guma” Kwapisz – basista, Mirek Kamiński – perkusista, a także nasza wspaniała ekipa współpracowników. Lombard to dzisiaj fajna grupa kumpli, z którymi można się pośmiać, popracować i posłuchać muzyki. Dobrze się czujemy ze sobą na scenie i w podróży, więc chyba to jest takie spełnienie i szczęście.

A.K.: Trzydziestego stycznia 2012 roku w ręce fanów trafiła wasza nowa płyta „Show time”. Skąd pomysł na tytuł? Czy było to uwarunkowane tym, że macie własną firmę o tym samym tytule, czy bardziej chodziło o to, że jest to płyta niezależna i jest tylko wasza?
G.S.:
Zaczynając od końca na pewno niezależna na pewno tylko nasza i tylko sobie możemy zawdzięczać to, że się ukazała w takiej, a nie innej formie. Nikt nie mógł ingerować w jej kształt. Bardzo długo pracowaliśmy na tę naszą niezależność. Dlaczego „Show Time”? Początkowo tytuł płyty miał brzmieć „Musical”, ale mieliśmy pewne wątpliwości co do interpretacji tego tytułu i obawialiśmy się, że niektórzy mogą myśleć, że jest to zapis jakiegoś Musicalu, który owszem, jest w planach, ale jeszcze nie teraz. „Show Time”, bo podpatrzyliśmy pewne sceny z życia show biznesu wielkich czy mniejszych artystów, czy nawet ludzi niezwiązanych z branżą, którzy chcąc coś w danym momencie zrobić, wychodzą na scenę, wychodzą na mównicę, wchodzą do nowego zakładu pracy robiąc swoisty show time.
M.C.:
To właśnie jest takie nasze show time – wejście, nowa odsłona Lombardu, inna, bardziej autentyczna, bo pozbawiona nacisków, presji wydawców. Sami sobie jesteśmy sterem, okrętem i żeglarzem i myślę, że jeśli starczy nam tylko zdrowia i kasy, to kolejną płytę wydamy też sami  i również będziemy sobie mogli powiedzieć „show time”, bo będzie to znowu coś kompletnie niezależnego, coś naszego, płynącego z serducha. Nie będzie to też płyta „przepychankowa” między kimś, kto ma inną wizję Lombardu, tylko nasza szczera wypowiedź.

A.K.: Na krótko przed premierą płyty zorganizowaliście konkurs na jednym z portali społecznościowych, prosząc fanów o interpretację okładki płyty. Powiedzcie, kto według Was jest na okładce najnowszej płyty Lombardu?
G.S.:
Na tej okładce jesteśmy wszyscy, każdy z nas, bo to jest wielowarstwowa grafika ukrywająca pewne przekazy. Jest to świetnie zrobione, bardzo nam się spodobał projekt graficzny. Z naszym grafikiem, Szymonem, mamy jakąś więź, jakąś komunikację, wystarczy, że mu opowiemy, czego byśmy chcieli, bo tak jest on wciągnięty w tematykę naszych utworów. Myślę zresztą, że musi nas też trochę lubić, a tym bardziej rozumieć to, co my robimy. W tej grafice zawarł przekaz człowieka działającego w naszej rzeczywistości, człowieka, któremu mózg rozwala krótko mówiąc, bo jest mózg jego zawładnięty przez miliony spraw, z którymi musi sobie poradzić, pływa w oceanie problemów, które musi rozwiązać, słucha, tak jak w tej grafice, atakujących go dźwięków. Dźwięki czyli muzykę, mowę, jakieś problemy, wszystko co, go dotyczy musi przetworzyć, musi z tym żyć i w pewnym momencie musi powiedzieć „show time”.

A.K.: Wasza najnowsza płyta jest zbiorem kilku bardzo różnych historii. Która z nich jest Wam najbliższa?
M.C.:
Nie można powiedzieć o żadnej z tych historii, że jest bardziej lub mniej ważna. Są to historie pisane życiem różnych ludzi, których spotykaliśmy na swojej drodze. Jest historia bohaterów „Solidarności”, jest historia dzieci w  Domach Dziecka, jest historia człowieka, którego narkotyki zaprowadziły do więzienia, jest historia terroryzmu wszechobecnego na świecie, jest historia Marka Siwka, naszego niepełnosprawnego przyjaciela, który śpiewa o tym, że pod skórą ma tę samą ciszę i łzy, którą mamy my wszyscy. Te wszystkie historie są tak ważne, tak cenne i tak bardzo osobiste, że nie można wybrać tej jednej.  Ekshibicjonistyczna jest ta płyta może za bardzo, może za bardzo szczera, może powinniśmy coś więcej zrobić, może coś mniej. Wydawało nam się jednak, że przez ostatnie trzynaście lat historii zespołu Lombard udało nam się przeżyć tak wiele i poznać tak wspaniałych ludzi, że w zasadzie nie jestem w stanie wskazać żadnej ważniejszej postaci, którą poznaliśmy, czy mniej ważnej. Od ludzi z pierwszych stron gazet po ludzi zwykłych, szarych, którzy mają własne problemy. Dla nas każdy z tych ludzi jest ważny, jak każda z zawartych na płycie historii.

A.K.: Wielu ludzi myśli, że „Futbol Fans”- utwór, który kończy płytę – jest utworem, który pojawił się z okazji Euro 2012. Prawda jest jednak taka, że ma on również inny wymiar. Opowiedzcie o tym.
G.S.:
Kilka lat wcześniej ze środowiska osób niepełnosprawnych padła propozycja zagrania utworu, który miał skupiać ludzi wokół  idei kibica. Idea gdzieś po drodze padła, nie rozwinęła się. Uważam, że Marta napisała piękny tekst. Bardzo krótki, ale zawierający sedno sprawy, jeśli chodzi o sport, tolerancję, pozytywny wizerunek kibica, który w perspektywie Euro był na czasie i warto by było się nad tym zatrzymać. Zrobiliśmy to, chociaż nie jesteśmy fanami piłki nożnej, nie ściąga nas przed ekran mecz, ale podczas wielkich widowisk sportowych – w których zdarza się każdemu z nas, jak każdemu Polakowi, uczestniczyć – jesteśmy wszyscy jedną wielką rodziną. Chodzi jednak o wizerunek pozytywnego kibicowania, o to, żeby stadiony przestały nam się kojarzyć z przemocą, wandalizmem i samymi negatywami. Idea zawarta w tym utworze jest bardzo prosta: chodzi o tolerancję, o pozytywne kibicowanie, żebyśmy całymi rodzinami mogli wybrać się na stadion i świętować fantastyczne widowisko sportowe.
M.C.: Tak się stało, że gdy graliśmy koncert charytatywny dla drużyny Szpiku pod stadionem, usłyszała tę piosenkę rzeczniczka prasowa spółki Euro Poznań 2012. Spodobało jej się na tyle, że zaproponowano nam, by zrobić teledysk i utwór puścić publiczności na jednym z dni otwartych przy stadionie, by przed Euro zarazić ludzi tym pozytywnym wizerunkiem kibicowania. Zrobiliśmy w Poznaniu piękny clip z naszymi przyjaciółmi różnych profesji, sprawnych, niepełnosprawnych, dzieci, młodzieży – taki rodzinny clip. Z racji, że jesteśmy Poznaniakami, uważamy, że należy się naszym stadionem chwalić. W tej chwili pracujemy nad patronatem Ministerstwa Sportu, żeby tą ideą zarażać ogólnopolską publiczność, bo wszystkie dzieci śpiewają ten utwór, w naszej rodzinie i nie tylko.

A.K.:  Grupa Lombard jest grupą, która wspiera wiele inicjatyw związanych z osobami  niepełnosprawnymi. Czy jest coś, czego nauczyliście się od tych osób napotkanych na swojej drodze?
G.S.:
Najważniejsza rzecz, której się nauczyłem to pokora wobec życia. Moja znajomość z naszym przyjacielem Markiem Siwkiem trwa bardzo długo. Pamiętam, że kiedy w moim życiu zdarzały się sytuacje, z którymi nie mogłem sobie poradzić, często spotykałem się z Markiem. Rozmowa i samo jego towarzystwo dodawał mi sił, bo uświadamiałem sobie wtedy, że w porównaniu z problemami Marka, moje kłopoty są malutkie, a ja sam tylko je nadmuchałem do wielkości balonu. To wszystko uczy pokory wobec życia, to wspaniała szkoła, tym bardziej, jeśli trafi się na człowieka, z którym można porozmawiać, który ma te same zainteresowania.
M.C.: Osoby  niepełnosprawne to wspaniali partnerzy, przyjaciele, cudownie się z nimi rozmawia i spędza czas, który nigdy nie jest czasem zmarnowanym. Mamy wielu niepełnosprawnych przyjaciół i wiemy, że to są właśnie przyjaciele, o których się mówi „na dobre i na złe”, przyjaciele, którzy cieszą sie z nami w szczęściu i razem z nami przeżywają ciężkie chwile. Jestem pełna podziwu dla tych ludzi, zachwycona ich siłą, kiedy każdego dnia zmagają się z różnego rodzaju barierami. Każdemu z nas życzę tej pokory, o której mówił Grzegorz, bo to uczy, jak iść przez życie godnie, ale z radością, a przede wszystkim zwracać większą uwagę na problemy innych ludzi.

A.K.: Na płycie waszej pojawił się utwór „Show made in Poland”. Czy nie obawialiście się, że odbiorcom nie spodoba się utwór w tak odmiennej niż reszta stylistyce?
G.S.:
Rzeczywiście, jest to utwór smutny, który napisaliśmy parę lat temu i, o ironio, ciągle jest aktualny. To utwór, w którym trochę obnażamy ten nasz show biznes, obdzieramy go trochę z tego blichtru, w jaki obrasta przez cały czas, zacierając podstawowe problemy funkcjonujące w naszej branży. To jest smutny utwór, utwór o nas, o naszej rzeczywistości, w której musimy działać, z którą musimy się pogodzić. To jest przerażające, że niektóre aspekty tego problemu uważamy już za normalność i nawet nie chce się już z tym walczyć.
M.C.: Nic już więcej nie dodam. Śmiejemy się już z tego czasami, ale to jest śmiech przez łzy. Nie dotyczy to oczywiście tylko naszego zespołu i nie chodzi o to, żeby się użalać w tym utworze nad sobą. Zespół Lombard funkcjonuje, gra koncerty, ma wspaniałą publiczność, naprawdę nie możemy narzekać. Chciałoby się jednak, żeby ta muzyka trafiała przez media do ludzi, żeby ludzie słyszeli , że powstało coś fajnego, bez względu na to, czy zespół nazywa się Lombard czy XY. Żeby media były chłonne na to, co się dzieje, żeby nie obracało to się tylko w kręgach kumpli, układów czy płacenia dużych pieniędzy za puszczenie czy nie puszczenie kawałka. Po prostu uważam, że jeżeli media otworzyłyby się na utwory, na muzykę w ogóle, bez tych wszystkich układów, to ludzie mogliby sami oceniać i wybierać , czego chcą słuchać, a czego nie. Ciężko im oceniać, czy chcą słuchać Lombardu dzisiaj, jeżeli tego Lombardu jest tak mało w stacjach radiowych, choć wierzę, że prawdziwa muzyka i emocje obronią się same. Wiem też jednak, ile my musimy się napracować, żeby do ludzi dotrzeć z naszym przesłaniem.

A.K.: Wiem , że cztery lata temu odwiedziliście jeden z Zakładów Karnych. Co Was do tego skłoniło?
M.C.: 
Nakłonił nas do tego Grzegorz. W naszym busie toczą się dyskusje na różne tematy, również polityczne i historyczne. Mamy świetny zespół, jesteśmy wspaniałą grupą przyjaciół, więc gdy jedziemy w dziewięć osób w trasę, to jest burza mózgów. Ciężko zmęczeni, bo jechaliśmy pięćset kilometrów, około dwunastu godzin w trasie. Wszyscy się kłócili, większość nie chciała jechać, ja się zastanawiałam, jak wyjdę na scenę przed taką liczbą wygłodniałych facetów, chłopaki też przerażeni, ale Grzegorz stwierdził, że z przekazem trzeba dotrzeć wszędzie, nawet do więzienia trzeba jechać. Był to koncert charytatywny. Pojechaliśmy do tego więzienia dzięki Grzegorzowi, żeby poznać  tam  Damiana Pankiewicza „Kebaba” . Każdy z nas zasługuje na drugą szansę, bo każdy ma prawo błądzić.
G.S.: Było to bardzo ciekawe doświadczenie, nigdy nie byłem w Zakładzie Karnym, więc samo przekroczenie bramy i rewizja osobista już sprawiało duże wrażenie. Na placu, gdzie graliśmy, było około stu chłopaków. Nie był to łatwy koncert, bo trudno jest śpiewać do samych mężczyzn, wiedząc jednocześnie, że są to ludzie którzy trochę narozrabiali w życiu. Supportował Nas właśnie „Kebab” i grając utwór, ten który zamieściliśmy na naszej płycie, zrobił na Nas ogromne wrażenie. Przede wszystkim jego sposób opisywania problemu jest tak niepowtarzalny, tak jedyny, że tylko osoba osadzona tyle lat (bo on dwanaście lat siedział), która to przeżyła może to wszystko oddać językiem specyficznym, więziennym, ale tak opisowym i tak oddającym istotę rzeczy. Postanowiliśmy się tym utworem zaopiekować, napisaliśmy do niego nową muzykę, bo tamtej nie można było wykorzystać, gdyż była z czegoś zaczerpnięta. Stworzyliśmy do tego nowy podkład muzyczny, nadaliśmy bardziej ciężki charakter, bardziej rockowy i utwór ma niesamowity przekaz. Nie ma osoby, która nie zwróciłaby uwagi na ten utwór i to jest fantastyczne. Trzymamy kciuki za Kebaba, żeby sobie jakoś w życiu poradził. Na razie pilnie poszukujemy kontaktu z nim. Mamy nadzieję, że niedługo się do nas odezwie i będziemy mogli razem na koncercie zaprezentować ten  utwór.

A.K.: Marta, pamiętasz, kiedy trafiłaś do Lombardu?
M.C.:
To było trzynaście lat temu, a Ja miałam dwadzieścia jeden lat. Byłam osobą, która zasłużyła się na scenie muzycznej w Poznaniu, śpiewałam z różnymi zespołami, różne gatunki muzyczne: blues , bardzo mocny rock, jazz, swing. Koncertowałam niedaleko Starego Rynku  i zadzwonił do mnie po koncercie w moim liceum Grzegorz Stróżniak, z pytaniem czy nie chciałabym podjąć współpracy, wówczas jeszcze nie z Lombardem, tylko z Grzegorzem, który planował swoją płytę solową i szukał wokalistek do współpracy. Okazało się później, że dostał kasetę od moich kolegów i dlatego zadzwonił do mnie. Na pierwsze spotkanie nie poszłam, za to na drugim poznałam wspaniałego człowieka i niesamowitego artystę. To był Grzegorz Stróżniak, lider zespołu Lombard. Wiedziałam, że śpiewa wspaniały utwór „Przeżyj to sam”. Z Grzegorzem jest tak, że on w ogóle nie jest gwiazdą w złym znaczeniu tego słowa, więc od razu nam się super gadało. Wtedy jednak Grzegorz był bardzo zajęty, rozpoczął współpracę z byłą wokalistką Lombardu, po programie „Szansa na sukces” przestał mieć czas, bo koncertował i budował sklep muzyczny „Rock Long Luck” na Deptaku poznańskim. Ta wokalistka zrobiła nam takiego psikusa, i mi, i zespołowi, że w środku sezonu zostawiła zespół z podpisanymi kontraktami koncertowymi. Jako że spotkałam się z zespołem już kilka razy i pośpiewała utwory Lombardu, Grzegorz zaproponował mi wyjazd z zespołem na pierwszy koncert. Zgodziłam się i po raz pierwszy zaśpiewałam przed piętnastotysięczną publicznością. Grzegorz  mnie przedstawił, publiczność szalała, śpiewała ze mną i tak już zostało – drugi koncert, trzeci koncert,  tamta wokalistka odeszła już na dobre, nie chciała być już z tym zespołem kojarzona, a Ja przez trzynaście lat musiałam się zmagać z tym, co ta wokalista po sobie zostawiła.

A.K.: Wcześniej zajmowałaś się innym rodzajem muzyki…
M.C.:
To prawda, wcześniej śpiewałam z zespołem, który tworzył bardzo skomplikowaną muzykę. Śpiewałam też swing, a także bardzo mocnego rocka – tych gatunków muzycznych było dużo. W zespole każdy z nas słucha innej muzyki, więc sobie to i owo nawzajem „podrzucamy”, a potem Grzegorz komponuje z tego piosenki w różnych stylach, co bardzo lubię, bo daje mi możliwość, jako wokalistce, śpiewania w różny sposób.

A.K.: Opowiedzcie o swoich inspiracjach muzycznych.
G.S.:
Powstawały na przełomie kilkunastu lat, w tym czasie tak wiele wydarzyło się w muzyce. Każdy, kto będzie słuchał naszej płyty, stwierdzi, że jest ona dziwna, nierówna stylistycznie. Na tej płycie zawarte są elementy różnych gatunków muzycznych. I bardzo dobrze! My nie jesteśmy stylistycznie równi i nie chcemy tacy być. Nie lubię zaszufladkowania, muzyki określonej od początku do końca, mieszczącej się w konkretnym, ogólnie przyjętym i nazwanym gatunku. My wszystkie te elementy próbujemy połączyć  i to jest inspirujące. Do tego wszystkiego dodać trzeba moją ciekawość, jeśli chodzi o wykorzystywanie elektroniki. Z racji tego, że jestem klawiszowcem, a nie gitarzystą, różnorodność barw, różne palety – od bardzo odjazdowych elektronicznych, poprzez klasykę – to taki wspólny mianownik, wokół tego balansujemy. To efekt inspiracji wieloma gatunkami muzyki.
M.C.:  Fajne jest to, że na naszych koncertach pod sceną można znaleźć  metalowca, heavy metalowca, blusmana – różnych ludzi, którzy słuchają różnej muzyki. A poza tym są dzieciaki i młodzież, i ludzie starsi.

A.K.: Mówiłaś kiedyś, że nie szukacie w muzyce interesu więc czego szukacie?
M.C.:
W muzyce szukamy spełnienia, chcemy przekazywać ludziom emocje, które zawarte są w każdym utworze. Są to historie cudowne i taka muzyka jest naszym wyzwoleniem, możliwością wypowiedzenia się. Z racji tego, że nie jesteśmy dobrymi mówcami, naturalną dla nas drogą jest właśnie droga muzyczna. I to jest właśnie cudowne, że to, czego nie da się wmówić w długich artykułach w gazetach czy radio, można przemycić w muzyce, bo jakoś łatwiej trafia do serca.
G.S.: Ja myślę, że jest jeszcze jedna fantastyczna zaleta grania muzyki autorskiej, która czerpie bezpośrednio z tego, co się w naszym prywatno-artystycznym życiu dzieje. Grając taki utwór na koncercie ma się niesamowitą przyjemność, bo wraca się myślami do czasu jego powstawania. Kiedy śpiewamy o wspomnianym Kebabie, wiemy, gdzie byliśmy, jeżeli wykonujemy utwór „Why?”, przypominają nam się pobyty w Domu Dziecka itd. Choćby „Roads To Freedom” – wiele lat pracy nad projektem, który się nazywa „Lombard w hołdzie Solidarności”, a z którego jesteśmy dumni. Grając możemy w krótkim czasie opowiedzieć naszą historię i historię Solidarności polskiej. Jest to głębokie przeżycie patriotyczne. Wspaniałe jest też to, że można utożsamić się z utworem na koncercie.
A.K.: Jakie są plany zespołu na najbliższy czas?
M.C.:
Kończymy Nasze studio nagrań, zespół wyrusza w coroczną trasę koncertową, odwiedzamy sześćdziesiąt miast w Polsce, koncertujemy od maja do października. Mamy możliwość dotrzeć do ludzi bezpośrednio, zaśpiewać nowe i stare piosenki. Pod koniec roku ukaże się nasza płyta „Swing”, którą nagrywamy pięć lat, a już mamy przygotowaną drugą płytę DVD z projektem W Hołdzie Solidarności – Drogi do wolności, tym razem z zapisem piętnastu koncertów, które odbyły się w 2011 roku z okazji trzydziestej rocznicy powstania „Solidarności”. To podziękowanie dla NSZZ „Solidarność”, bo dzięki niemu mieliśmy okazję zagrać na cudownych rocznicach solidarnościowych, a to jest bezcenne, jak poznawanie innych ludzi.

A.K.: O czym marzy Marta i o czym marzy Grzegorz?
M.C.:
Mamy wspólne marzenia,  wspólne cele i to jest coś, co nas łączy. Jednym z marzeń jest dokończenie naszej inwestycji, naszego studia, w którym chcemy nagrywać kolejne płyty zespołu Lombard. Marzymy o tym, żeby na wszystkie plany starczyło nam siły i zdrowia.
G.S.:
Ja bym do tych marzeń dodał jeszcze tylko pokój na świecie i bycie człowiekiem. Dodałbym też pragnienie, żeby w show biznesie nastały takie warunki, by zespoły takie, jak my, mogły normalnie funkcjonować. Żeby nasze pozostałe marzenia się spełniły muszą być spełnione jakieś warunki, musi być pewna normalność. Oczywiście, moglibyśmy tworzyć i pracować dla siebie, ale nie tego chcemy od życia. Wszystkim, co wymyślimy, z czego czerpiemy siłę i pomysły dla naszej twórczości, chcemy się dzielić z innymi, przekazywać te emocje, bo uważamy, że są cenne, pozytywne i na pewno uwrażliwiają.   Wywiad przeprowadzono  w kwietniu 2012.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


2 + sześć =

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 319 910 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony