Jestes tutaj: Home » MISZ MASZ » Kącik młodego dziennikarza » Za murami więzienia

Za murami więzienia

Niesamowita, zabytkowa budowla, usytuowana na planie krzyża, murowana z czerwonej cegły i zapierająca dech w piersiach. Więzienie we Wronkach to chyba najbardziej znany Zakład Karny w Polsce. Imponujące, trzypiętrowe budynki przykuwają wzrok już z daleka. Wywołują też w przechodniach pytania typu: „Jak jest w środku?”, „Czy tam mieszka zło?”. Niekiedy od razu wzbudzają w nich przekonania o negatywnym zabarwieniu, z góry naznaczające ludzi tam przebywających. Czy rzeczywiście znajdują się tam sami „bandyci” jak się wielu osobom wydaje? W jakich warunkach żyją więźniowie?

Przy wejściu
Duża liczba osób oczekujących na widzenie ze swoimi bliskimi zwraca moją uwagę od momentu, kiedy tylko przekraczam próg więzienia. Ludzie w różnym wieku, kobiety, mężczyźni, dzieci, dorośli… i ja – studentka resocjalizacji – wśród nich. Zostawiam swoje rzeczy w specjalnie do tego przygotowanych szafkach. Z kluczykiem do jednej z nich, pozbawiona torebki, kurtki, telefonu i wszystkich metalowych rzeczy, które miałam przy sobie, czekam dalej. W końcu zostaję poproszona do szczegółowej kontroli przez (naprawdę świetnie prezentujących się w mundurach) funkcjonariuszy służby więziennej, którzy za pomocą odpowiedniego sprzętu sprawdzają, czy mimo wszystko nie próbuję przemycić ze sobą metalowych przedmiotów. Chociaż trochę czuję się zaniepokojona dzwonieniem owego sprzętu na wysokości mojego brzucha (pasek), ostatecznie oddycham z ulgą i idę dalej…

W środku
Wnętrze tego zakładu karnego, wybudowanego w 1889 roku, jest niesamowite. Widać po nim upływ czasu. Przez okna dostaje się do środka niewiele światła, w związku z czym wszystkie ściany wydają się być pomalowane szarą farbą. Na każde piętro prowadzą metalowe schody. Ten zakład karny kojarzy mi się z ogromną stodołą, co jest rezultatem specyficznego zapachu, mroku i wrażenia starości. Zaraz za tym skojarzeniem pojawia się też myśl: „nigdy nie chciałabym znaleźć się tu jako więźniarka”. Szybko odganiam od siebie tę przykrą wizję, pomaga mi w tym świadomość, że jest to zakład karny wyłącznie dla mężczyzn. Nagły hałas, dobiegający do moich uszu wyrywa mnie z tego chwilowego zamyślenia. Słyszę gwizd i męskie głosy. Stoję w grupie młodych dziewcząt i wszystkie nie bardzo wiemy, jak mamy reagować na niezrozumiałe zaczepki. Jak się okazuje, w jednym ze skrzydeł krzyża, stanowiącym oddział półotwarty, pokrzykują stojący tam, zainteresowani naszym widokiem więźniowie. Ubrani są w granatowe bluzy i spodnie, a nie kojarzące się większości osób z więzieniem „pasiaki”. Stoję w miejscu, gdzie środek budowli łączy 4 oddziały, oddzielona jestem od wspomnianych mężczyzn kratami. Nie boję się, choć przyznam, że niektórzy faktycznie sprawiają wrażenie osób mogących stanowić źródło zagrożenia. Pamiętam jednak słowa jednego z funkcjonariuszy policji, który powiedział mi kiedyś, że w więzieniach zazwyczaj przebywają ludzie, których stopień szkodliwości czynu jest niewielki. Do takiego grona należą osoby nagminnie poruszające się na rowerze po spożyciu alkoholu, czyli tzw. „rowerzyści” oraz osoby zalegające z wypłatą alimentów. Daleko im zatem do wzbudzających strach i niechęć społeczeństwa, niebezpiecznych „bandytów”. Kiedy stoję w tej środkowej części krzyża, przypomina mi się też jednak obraz morderców przebywających w zakładzie karnym w Czarnem i mimo wszystko dostaję gęsiej skórki… Aczkolwiek prawda jest taka, że wśród obserwujących nas mężczyzn nie ma zabójców. Gdyby było inaczej, żaden z nich nie odbywałby swojej kary na oddziale półotwartym, upoważniającym między innymi do spędzania czasu w ciągu dnia poza celą. Trudno jednak opanować kobiecie dziwne uczucie niepokoju, które ogarnia ją pod wpływem tych męskich, pożądliwych spojrzeń. Jestem przekonana, że ani mi, ani też żadnej ze stojących obok mnie dziewczyn, nic nie grozi ze strony krzyczących mężczyzn. Zapewne mimo to większość z nas źle czuje się z tym, że jest postrzegana przez nich jako obiekt seksualny. Podświadomie chyba spodziewałam się takiego zainteresowania ze strony więźniów i dlatego ubierając się rano, wybrałam luźne spodnie i workowatą koszulę. Rzeczy te doskonale skrywają moją kobiecość, co daje mi komfort i większą pewność siebie. W duchu chwalę swój poranny rozsądek i z pewną ironią patrzę na koleżankę, która – stojąc w krótkiej spódniczce – przykuwa największą liczbę męskich spojrzeń, mimo usilnych prób schowania się za swoimi koleżankami.

Cela
Prowadzący mnie wychowawca penitencjarny (pedagog, pracujący z więźniami) ignoruje zachowanie więźniów i zdezorientowane miny gromadki, wśród której się znajduję. Oprowadza mnie i grupę po całym zakładzie. Pokazuje między innymi ciasną i małą, jednoosobową celę, której widok mnie przeraża. Zupełnie odbiega od tych nowoczesnych, jakie zdarzyło mi się widzieć w innych więzieniach. Drzwi do niej prowadzące są solidne, wyposażone w odpowiedni system zabezpieczeń, uniemożliwiający wydostanie się z niej bez uprzedniego otworzenia zamków przez więziennego strażnika. Widzę małe, zakratowane okno, łóżko, stół, krzesło… Wszystkie te sprzęty wiele pamiętają i widać po nich upływ czasu. Szarość i ciasnota tej celi tak mnie przytłacza, że zupełnie nie potrafię zarejestrować ustawienia znajdujących się w niej przedmiotów, być może nie zauważam istnienia innych. Ściany pokryte są szarą, w pewnych miejscach pozdzieraną już farbą. Cela jest niezamieszkana, więc czające się w jej kątach pajęczyny nie powinny nikogo dziwić. Niestety udaje mi się zobaczyć tylko tę jedną mieszkalną salę. Może pozostałe wyglądają jednak lepiej. Pojawia się we mnie przekonanie, że przeludnienie więzień to nie mit, a ciężkie panujące tam warunki jeszcze bardziej utrudniają funkcjonowanie człowieka w izolacji, do której trudno jest się przystosować.

Moja wizyta w tym więzieniu nie trwa długo. Nie widzę wszystkiego, co mogłabym zobaczyć, ale widzę zdecydowanie więcej niż przeciętny Polak może sobie wyobrazić. Ten widok z czasem zatrze się w moim umyśle i pozostanie w podświadomości tylko jako niewyraźna plama mroku i szarości. Natomiast dla rodzin i bliskich więźniów czy samych odbywających karę pozbawienia wolności, czas spędzony w zakładzie karnym na zawsze pozostanie w ich pamięci.

Po wyjściu
Wychodząc z zakładu karnego we Wronkach już wiem, że znacznie różni się on od innych, które zdarzyło mi się oglądać. Bez wątpienia nie jest tak nowoczesny jak inne. Poza tym zdecydowanie dochodzę do wniosku, że nie można wrzucić wszystkich ludzi tam przebywających do jednego worka. Według mnie ich różnorodność potwierdzają wiszące nad ich więziennymi pryczami obrazki, które zauważyłam w jednym z aresztów śledczych. Widziałam tam plakaty nagich kobiet, krzyże i obrazki przedstawiające świętych, czy zdjęcia bliskich… Niekiedy prycze z tak odmiennymi ilustracjami znajdowały się obok siebie.

Coraz bardziej oddalam się od zakładu karnego. Gdzieś przede mną idzie jedna z kobiet, którą zauważyłam rano wśród czekających na widzenie. Ona na pewno widziała mniej niż ja, ale podejrzewam, że wie więcej na temat wewnętrznego życia tego miejsca. Odwracam się za siebie i widzę coraz mniej wyraźny kontur więzienia.

Może wpadniecie dziś do nas z Kubą? – słyszę głos idącej obok koleżanki, który wyrywa mnie z zamyślenia i odrywa od więziennych refleksji. Dość szybko wracam do codzienności, planując miły wieczór i zapominając o siedzących za kratami ludziach…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


cztery + 7 =

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 319 834 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony