Jestes tutaj: Home » MUZYKA » J. Lady Lopez

J. Lady Lopez

Co łączy Jennifer Lopez i Marylę Rodowicz? To, że jak się za coś wezmą muzycznie, wyjdzie hit. Oczywiście każda zrobi to na swój sposób. J.Lo o swoim profesjonalizmie przypomina najnowszym albumem. „Dance Again… The Hits”, jak głosi tytuł, jest kompilacją nieśmiertelnych kawałków, głównie tanecznych.

Dance Again zbiera w jedno dyskotekowe przeboje sprzed ponad dekady i te najnowsze, z klubowych parkietów. Jest dobrze skomponowanym zestawem utworów, które dowodzą, że J.Lo i jej producenci doskonale wiedzą, co się ludziom podoba. Świadczy o tym ponad 70 milionów sprzedanych płyt na całym świecie. Nie oszukujmy się, bez „Let’s Get Loud”, czy „Get Right” nie ma imprezy.

Są w świecie show-biznesu księżniczki, divy, chłopczyce i lalki Barbie. Są też takie z krwi i kości, od początku do końca zaplanowane jako kwintesencja zdrowej kobiecości. Taka właśnie jest J.Lo. Kiedy w 2002 roku otwierała w Kalifornii elegancką kubańską restaurację Madre’s, media zrobiły aferę z faktu, że jej były mąż, Ben Affleck przysłał jej bukiet kwiatów, który ośmieliła się przyjąć. Na takie sensacyjki Lopez już dawno znalazła odpowiedź. Znajduje się ona w pełnym dystansu teledysku do utworu „Jenny from the Block”, dla którego nie mogło zabraknąć miejsca na płycie. Niech cały świat patrzy na jej uda, brzuch i pośladki, niech krytykuje fakt, że odważyła  się spożyć ciastko z kremem albo przyjąć bukiet od byłego męża. Ona robiła, robi i robić będzie swoje, bo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że robi to najlepiej. Nie ma bowiem na tej planecie kobiety, która lepiej by łączyła R&B, pop, latin pop i dance w jedną, spójną, bujającą na parkiecie całość.

Z wypróbowanych przeze mnie sytuacji „Dance Again” (i umieszczone na niej hity) nadaje się do: prowadzenia samochodu, gotowania, sprzątania, aerobiku, opalania, poprawiania humoru po zerwaniu, utrzymania humoru po wplątaniu się w nowy związek, radości ze zdanego egzaminu… W zasadzie do wszystkiego i w tym przypadku bycie do wszystkiego nie oznacza bycia do niczego. Na track liście zabrakło mi jednego utworu. Energetycznego „Papi”, przy którym, jak mawiał mój muzyczny guru, nóżki nie oszukasz. Poza tym jest wszystko. Jest „Do it Well”, jest nieśmiertelne „Waiting for Tonight”. Są najświeższe propozycje J.Lo: zrealizowane w towarzystwie Flo Rida „Goin In” i elektryzujące, uwodzicielskie „I’m Into You” zrobione z Lil Waynem. Znalazło się też miejsce dla energetycznego „Que hiciste”, o którym nie umiem myśleć inaczej, jak tylko przez pryzmat teledysku, gdzie J.Lo nie bez sentymentu na środku pustyni puszcza z dymem pięknego mustanga. Dlaczego to robi? Bo może. I jest bardzo wiarygodna. Podobnie jak wiarygodna jest w każdym wcieleniu w teledysku „Get Right”.

Kiedy 24 lipca ukaże się album „Dance Again…”, zdania będą jak zawsze podzielone. Jedni zarzucą Lopez zbytnią komercjalizację, inni będą szydzić, że nie zarobiła wystarczająco dużo na American Idol i musi dorabiać greatest hitami. Jeszcze inni zabiorą się za krytykę jej tyłka, ale znajdą się i tacy, wśród nich ja, którzy po prostu stwierdzą, że oto mają do czynienia ze zmasowanym atakiem porządnej muzyki.

(Aha. Jeszcze jedno. Osobiście uważam, że tyłek J.Lo jest śwetny!)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


− trzy = 1

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 313 297 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony