Jestes tutaj: Home » MUZYKA » Labrinth in da house

Labrinth in da house

Bas i bit zapożyczone od N.W.A, skład instrumentalny ściągnięty z pokładu Titanica, romantyczność na poziomie Rihanny. To ci dopiero Labrinth. Jak się z niego wyplątać?

Trochę mnie zabolało, kiedy na płycie z półki otagowanej mianem electro-pop usłyszałam przepuszczone przez elektroniczny magiel N.W.A. Jeśli ktoś posiłkuje się bitami Ice Cube’a, Easy-G i nieśmertelnego Dr. Dre, niechaj stworzy na płycie odpowiednie tło muzyczne. Po wielokrotnym przesłuchaniu debiutanckiego przecież Electronic Earth Labrintha, wyłuszczam z track listy jeden tylko kawałek – dowód na to, że w dzisiejszych czasach najlepsze są te utwory, które się już raz słyszało. Albo przynajmniej takie zbudowane na kawałkach, które wszyscy znamy.

Labrinth ma na koncie osiągnięć wiele. Jest 22-letnim artystą, producentem, który odniósł sukces na rynku angielskim i amerykańskim. Zdążył już zagościć na brytyjskiej liście przebojów UK Top40. I to na drugim miejscu. Zgarnął też nagrodę Brit Awards za najlepszy singiel 2011.

Jego debiutancka płyta Electronic Earth… jest od początku zaprogramowana na komercyjny sukces. Ale do świata muzyki wnosi niewiele świeżości.Elektronika na poziomie, odpowiednio wyczyszczone i zrobione partie wokalne, trochę sztucznej symfonii i mamy płytę sezonu. Problem polega na tym, że z nastaniem następnego sezonu straci ona na atrakcyjności w całości za wyjątkiem jednego kawałka. Po przesłuchaniu całego albumu w głowie zostaje tylko „Express Yourself”. Z dwóch powodów: po pierwsze dlatego, że kojarzy się z dorobkiem kalifornijskiej formacji N.W.A, która wydała utwór pod tym samym tytułem, wieki temu, w 1989; po drugie dlatego, że zostało zbudowane na starym dobrym – niespodzianka! – „Express Yourself”  autorstwa Charlesa Wrighta (umieszczone na albumie z 1968).

Oba te kawałki były nie tylko dobre, ale i z duszą. A tego Labrinthowi niestety brakuje. Jeśli miałabym wskazać rzecz, którą z czystym sumieniem można ocenić za pomocą ilości przyznanych gwiazdek, byłby to właśnie debiut Timothy McKenzie’go. Na pięć gwiazdek – dwie i pół.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


− siedem = 0

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 310 333 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony