Jestes tutaj: Home » TEATR » Newsy » Wodiczko – życie wygrane

Wodiczko – życie wygrane

W lipcu tego roku mija sto jeden lat od narodzin dyrygenta-rewolucjonisty, którego działalność odbiła się szerokim echem nie tylko w Polsce, ale i na Islandii. Łączył stanowisko pierwszej batuty Filharmonii Bałtyckiej, Państwowej Filharmonii w Łodzi, Państwowej Filharmonii w Krakowie czy Filharmonii Narodowej w Warszawie z rolą mentora młodych muzyków o wielkim potencjale.

Jego nowatorskie interpretacje zmieniały upodobania estetyczne publiczności, spędzając sen z powiek dygnitarzom Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Za pulpitem dyrygenckim był taki sam jak prywatnie: energiczny i elegancki. I doskonale świadomy, że każdy jego ruch znajdzie odzwierciedlenie w wieczór premiery kolejnego widowiska.

Urodzony w Warszawie, w rodzinie o szerokich tradycjach muzycznych, obco brzmiące nazwisko zawdzięcza czeskim korzeniom. Po początkowym okresie kształcenia  w stołecznej Szkole Muzycznej im. Fryderyka Chopina i Konserwatorium Warszawskim, wyjechał na trzyletnie studia uzupełniające do Pragi, a następnie powrócił do kraju, uzyskując dyplom z wyróżnieniem klasy kompozycji i dyrygentury. Był rok 1939, wkrótce Warszawa miała usłyszeć ryk Sztukasów. W trosce o bezpieczeństwo swoje i żony, która według ustaw norymberskich nie była czystej krwi Aryjką, Wodiczko rozpoczął pracę w orkiestrze restauracji Adria. Na ambitniejsze propozycje należało poczekać do kapitulacji Niemiec. Czas ten obfitował w kontrasty: kilka dni po narodzinach syna artysty, Krzysztofa, wybuchło powstanie w getcie warszawskim. Jak podkreślają islandzcy przyjaciele Wodiczki, wojna odcisnęła na nim wyraźne piętno, wyraźne nawet, a może zwłaszcza na obczyźnie.

Islandia była azylem, przyjęła Wodiczkę czterokrotnie, za każdym razem, gdy, z różnych powodów, najczęściej na skutek ingerencji władz, tracił pracę w Polsce. Kraj, który nie posiada armii, w którym siedziba prezydenta nie wymaga ochrony służb specjalnych, gdzie ludzie żyją w oddaleniu od Europy i jej problemów – dyrygent znalazł na wyspie to, czego było mu trzeba, spokój. I choć jedyny zwrot, jaki potrafił powiedzieć w języku wyspiarzy brzmiał „jedna kawa, dziękuję”, Islandia stała się drugim domem Wodiczki. Gdy w 1960 roku rozpoczynał działalność w orkiestrze Filharmonii w Reykjaviku nikt nie przypuszczał, że wypracuje zespół profesjonalistów na najwyższym światowym poziomie. Jego filozofia pracy, oparta na starannym doborze muzyków, którym zapewniał dogodne do rozwoju warunki, jednocześnie będąc wymagającym mistrzem, przyniosła efekty również w kraju. Lata 1961-65 przyniosły nadzwyczajne ożywienie w warszawskim światku kulturalnym, a to za sprawą nowego dyrektora artystycznego i pierwszego dyrygenta, Bohdana Wodiczki. Bywało, że premiery odbywały się co miesiąc – Król Edyp, Święto Wiosny czy Persefona gromadziły szerokie audytorium, a młodzi artyści (np. Alicja Boniuszko, tytułowa Persefona czy Dziewczyna z Cudownego Mandaryna) przeżywali najświetniejsze okresy swoich karier. Cały czas odczuwali wsparcie dyrektora, który, w celu znalezienia dla nich mieszkań w Warszawie, posunął się nawet do szantażu premiera Cyrankiewicza.

Pasmo stołecznych sukcesów przerwało zwolnienie po premierze Strasznego dworu. Odważne cięcia, jakich dopuścił się na klasyku Wodiczko, stały się pretekstem do ponownego pozbycia się go z Polski. I tym razem wrócił, kontynuując wielkie dzieło muzyczne w służbie Wielkiej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i Telewizji.

Do ostatnich lat życia, choć sporadycznie, Bohdan Wodiczko pojawiał się na swoim podium. Wprowadził nową jakość muzyki symfonicznej, trafiając w gusta publiczności przeplataniem klasyków z utworami XX-wieku. W sztuce nie dostrzegał barier, grał zakazane nazwiska, wykształcił pokolenie swoich następców oraz późniejszych miłośników opery i filharmonii, wymagające audytorium. Zwykł mawiać, że nie ma muzyki bez życia ani życia bez muzyki. Sam był przykładem na to, jak wygrać swój czas tak, by zasłużyć na trzydziestokrotne podnoszenie kurtyny. I gorący aplauz na stojąco.

Więcej: Wodiczko, reż. Janusz Sijka, Polska/Islandia 2010.

 

One comment on “Wodiczko – życie wygrane

  1. W.M on said:

    Swietny tekst, goraco polecam kazdemu, kto chcialby dowiedziec sie wiecej o zyciu tego wybitnego dyrygenta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


+ dziewięć = 18

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 319 953 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony