Jestes tutaj: Home » MISZ MASZ » Kącik młodego dziennikarza » Komunikacja miejska jako synonim „kultury”

Komunikacja miejska jako synonim „kultury”

Od zawsze wiadomo, że pojazdy komunikacji miejskiej nie należą do najwygodniejszych form transportu z jakiego mamy możliwość korzystać na co dzień. Bród, smród, tłok i największa możliwa kumulacja tzw. „moherów” na metr kwadratowy. Dużo lepszym pomysłem na przemieszczanie się po mieście jest np. rower – świeże powietrze, widoki i świadomość, że jesteśmy wolni od tramwajowej wojny o miejsca siedzące, w której to „mohery” nie mają sobie równych. Jednak nie będzie to artykuł, jakby się pozornie mogło wydawać na temat: „plusów i minusów transportu miejskiego”.

To tak formą wstępu…, a teraz skupmy się na jednym z wielu aspektów, które dotykają tej instytucji. Jednak zanim zaczniemy, musimy zastanowić się do jakiej „kategorii” należało by przypisać to zjawisko hmmm… (po dłuższym namyśle) może określmy to umownie mianem „kultury” – z tego co pamiętam ze szkolnej ławy muzyka i różnorodność etniczna są jej częścią, więc odrobinę naciągając to jakże szerokie pojęcie na potrzeby artykułu niech będzie „kultura”. Zapewne właśnie zastanawiacie się jak to jest do cholery możliwe, że tramwaj może być synonimem kultury. Bohaterami tego artykułu będą ludzie, których można nazywać różnie: żebracy/złodzieje/mafia a może uchodźcy, określeń na tę grupę społeczną jest wiele i każde ma w sobie odrobinę prawdy. Fakt, że ich populacja wzrasta (w przeciwieństwie do liczby pojazdów komunikacji miejskiej) spowodował, że zaczęli oni być bardziej zauważalni i stąd też narodził się pomysł tego artykułu. Zacznijmy więc od ich repertuaru – od lat niezmienny, wciąż szaleją za nim tłumy podróżnych, i to zapewne wpływa na jego zerową różnorodność, od zawsze te same melodie – no, ale po co zmieniać coś co się sprawdza? Choreografia, którą określiłbym „na kolanka i the show must go on” w połączeniu ze wspomnianym wcześniej repertuarem tworzy spektakle magiczne (niemalże broadwayowskie) ich celem jest wywołanie poczucia winy wśród nagromadzonej (niekoniecznie z własnej woli ) publiki, a w osiągnięciu tego pomocne stają się również kostiumy – stare śmierdzące szmaty, które już dawno straciły swą prawidłową barwę. Następnie po tak emocjonującym występie przychodzi nam za niego zapłacić (zgodzicie się ze mną, że każdy szanujący się artysta nie będzie rozbawiał ludzi za darmo) jednak ceny są przestępne, jak za tego typu wystąpienie. Przy odrobinie szczęścia zostaniemy jeszcze wyróżnieni błogosławieństwem typu „dużo zdrowia” lub „niech cie bóg błogosławi”, , a nieliczni zostaną objęci specjalnym podziękowaniem, w którego treści widać wyraźnie troskę nie tylko o nas samych, ale także i o to co dla każdego z nas najważniejsze – rodzinę („dużo zdrowia dla całej rodziny”). Teksty, może mało oryginalne, może wyuczone, ale tutaj liczy się dobra wola i troska. W większości przypadków opłaty pobierane są przez samych performerów zaraz po spektaklu, do plastikowego kubeczka – więc drogi czytelniku jeżeli jeszcze raz zobaczysz osobę z takim też kubeczkiem proszącą cię o opłatę „tylko 50 groszy” wiedz, że właśnie ominął cię jeden ze spektakli. Najgorszy jest jednak fakt, że do tego typu wystąpień coraz częściej wykorzystywane są niczego nie świadome dzieci (przykład przedstawiony poniżej) – myślę, że to nie wymaga komentarza.

Pozostaje tylko pytanie skąd biorą się tego typu ludzie (umownie „artyści”), w jakich warunkach żyją naprawdę (wersji słyszałem kilka, od pałaców godnych arabskich szejków (to głównie w przypadku mafii) do domów opieki społecznej) ta tajemnica, chyba nigdy nie zostanie odkryta. Mimo, iż kryją oni w sobie wiele tajemnic to u swojej publiczności paradoksalnie wywołują skrajną niechęć nieraz nawet obrzydzenie, denerwując nas monotonią repertuaru, i właśnie przez to nasze podejście, ci ludzie  nigdy nie będą mieli okazji, aby sięgnąć wyżyn swoich możliwości.

Jestem osobą tolerancyjną i otwartą na różnego typu „dziwactwa” jakie można spotkać na tym świecie, wieć przymykam na to oko, jednakże jest coś czego nie jestem w stanie zrozumieć. Nieraz widywałem „przykrawężnikowych pijaczków” o zapachach co najmniej niesmacznych, którym przybyła w odwiedziny policja celem wyeliminowania nieprzyjemnego dla przechodniów widoku oraz zapachu. Jednak nikt nie walczy ze zjawiskiem, które mamy okazje obserwować w pojazdach komunikacji miejskiej mimo, iż jest to naruszanie naszych dwóch istotnych w tym przypadku praw; prawa do wyboru spektaklu jaki mamy ochotę zobaczyć oraz prawa do spokojnej podróży. Wydaje mi się, że może to ze strachu (może to naprawdę jest „mafia”, może jest to siatka tak perfekcyjnie zorganizowana, że panowie z policji są obojętni ze strachu). Oczywiście jest to jedna z wielu teorii, ale przyznacie mi racje, że łatwiej jest uwierzyć w bezsilność polityków (zakładając, że zauważają oni problem) lub policji, niż w to, że nasz polski naród jest na tyle tolerancyjny, iż zdecydował się na wytworzenie harmonii z tymi artystami opartej niestety na nienawiści.

P.S W czasie pisania artykułu, wciąż nie jestem w stanie rozwikłać słów pieśni, które wydobywają się z ust aktorów, ale uważajcie, bo może są to jakieś antyczne pieśni wykorzystywane na zasadzie „klątwy”. I jeszcze tylko dodam, że spektakle nie występują w naszym polskim języku – niestety.

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


× 2 = cztery

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 302 570 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony