Jestes tutaj: Home » slider » „Bałam się strasznie tej roli!” – wywiad z Anną Prus

„Bałam się strasznie tej roli!” – wywiad z Anną Prus

Anna Prus, polska aktorka teatralna i filmowa opowiada o studiach, najważniejszych rolach filmowych, krytyce, urodzie i podróżach.

Aleksandra Kołosowska: W wieku dwunastu lat zadebiutowałaś w teatrze w „Jasełkach”, już w tamtym momencie wiedziałaś, że chcesz swoje życie związać z aktorstwem czy to był raczej przypadek?
Anna Prus:
Nie, to nie był przypadek. Kiedy miałam 12 lat, do mojej szkoły w Zielonej Górze przyjechała pani Ludwina Nowicka z gorzowskiego teatru. Szukała dzieci do Akademii Teatralnej. Dzięki pani Ludwinie udało mi się zagrać na profesjonalnej scenie z zawodowymi aktorami. Jako dwunastolatka nie miałam jeszcze sprecyzowanych planów na przyszłość, ale sześć lat spędzone pod opieką pani Nowickiej, spektakle w całej Polsce – pozwoliły mi dojrzeć i dorosnąć, z dziewczynki przeobrazić się młodą kobietę. Nie zastanawiałam się wówczas, czy chcę być aktorką. Występy na scenie były dla mnie tak naturalne, że nie wyobrażałam sobie, bym mogła robić coś innego.

Nie poszłaś jednak od razu na studia aktorskie i ukończyłaś Stosunki Międzynarodowe w Poznaniu. Jak wspominasz ten okres w życiu? Czy ten kierunek studiów Tobie coś dał?
Tak oczywiście. Moi rodzice, a zwłaszcza mama, martwili się moim wyborem niepewnego zawodu. Ja jednak nie żałuję, że skończyłam ten kierunek. To zresztą nie były jedyne moje studia, odbiegające od aktorstwa. Myślę, że nawet jeśli człowiek nie wykonuje swojego wyuczonego zawodu, same studia rozwijają, poszerzają słownictwo, zmieniają światopogląd. Mnie na przykład bardzo przydała się nauka dyplomacji i prowadzenia negocjacji.

W wielu wywiadach wspominałaś, że bardzo ważną rolą filmową była rola w filmie „Wojna Polsko-Ruska”. Jak się dostałaś do tej produkcji i jak przygotowywałaś się do roli?
Dziękuję, że o to pytasz, bo to moja ukochana rola, która wymagała ode mnie dużo pracy. Oczywiście były bardzo długie castingi. Chciałam zagrać rolę Magdy, którą dostała Roma Gąsiorowska. Niestety, reżyser powiedział: „Anka zmieniamy ciebie całą, z czarnej robisz się blond, rozjaśniamy ci brwi, żeby złagodzić rysy twarzy, robimy brzydulę”. Próby odbywały się codziennie, trwały ponad miesiąc, zupełnie jak w teatrze. Bałam się strasznie tej roli! Na początku nie czułam tej postaci i obawiałam się, że temu nie podołam. Przypomniała mi się anegdota związana właśnie z moimi przygotowaniami do roli. Aby lepiej „poczuć” postać, lepiej się przygotować, słuchałam Radia Maryja. Jednak tylko w związku z rolą! Powiedziałam to w którymś wywiadzie, a gazeta wyjęła to jedno zdanie z kontekstu i cały wywiad zatytułowała „Anna Prus słuchała Radia Maryja”! Stałam się więc moherem (śmiech), ale tego wymagała ode mnie rola. Nie wiem kiedy Ala „weszła we mnie”. Pamiętam, że ten jej przyklejony uśmiech miałam jeszcze długo po zakończeniu zdjęć do filmu. Nie spodziewałam się, że zostanę nominowana do Złotych Kaczek za tę kreację. Ta postać była taka  normalna dla mnie, myślałam nawet, że zbyt wyuczona, bo gdzieś tam chciałam, żeby ona była charakterystyczna w niektórych sytuacjach.

Później przyszedł czas na rolę w filmie „Kac Wawa”. Film wywołał falę krytyki w mediach. Jak myślisz, czym to było spowodowane?
Nie chcę zagłębiać się w relację producent-krytyk, krytyk-producent, bo to mnie nie obchodzi. Spotkaliśmy się w sprawie filmu z ekipą z Wojny Polsko-Ruskiej. Była Sonia, Borys i Roma, a ja stwierdziłam, że to będzie fajna zabawa. Jeżeli tacy aktorzy, jak oni się zgodzili, to dlaczego ja miałabym tego nie zrobić? Poza tym mieliśmy dobre wspomnienia z poprzedniej produkcji. Wiedzieliśmy , że to nie jest ambitne kino, ale różne filmy się kręci. W Stanach robi się filmy klasy A, ale rynek filmów klasy C też tam kwitnie i nikt nie robi afery, że film fatalny i w ogóle najgorszy z możliwych. U nas jest mały rynek i kiedy tego typu filmy wychodzą na światło dzienne, wszystkie od razu zbierają najgorsze opinie. Dla mnie film skończył się razem z ostatnią moją sceną i zejściem z planu, a swoją rolę starałam się zagrać najlepiej, jak potrafiłam.

Jesteś więc odporna na krytykę, czy przejmujesz się tym, co internauci wypisują na różnego rodzaju forach?
Na początku byłam bardziej wrażliwa. Pamiętam, jak rozmawiałam z Agnieszką Warchulską , która mówiła , że miała dokładnie to samo jak zaczynała: czytała wszystko na swój temat , przejmowała się wszystkim. Potem człowiek bardziej się do tego przyzwyczaja i po paru latach wie, że nic nie poradzi na to, że polskie społeczeństwo chętniej pisze o złych rzeczach niż o dobrych. Najważniejsze, żeby samym ze sobą czuć się dobrze, mieć koło siebie fajnych ludzi, przyjaciół, rodzinę.

Masz w aktorstwie swojego guru, kogoś, kto Cię inspiruje i z kim chciałabyś zagrać?
Absolutnie i nieodwołalnie – Meryl Streep. To według mnie genialna, najlepsza aktorka świata. Mój aktorski ideał, któremu pewnie nigdy nie dorównam. Potrafi zagrać każdą rolę i w każdej jest niezwykle wiarygodna. Uwielbiam każdą jej kreację.

Grasz nie tylko w filmach, ale również w serialach. Co jest dla Ciebie ciekawsze?
Wiadomo, że byłoby fajnie robić  fabułę za fabułą, ale tak się nie zdarza. Mam szczęście, że udaje mi się zrobić jedną fabułę na rok. A serial? Nie można go stale krytykować, bo po pierwsze młody aktor, gdy dostaje rolę w serialu, uczy się podstawowych rzeczy, na przykład „łapać światło” czy grać z partnerem. To wszystko potem procentuje, jeśli przykładowo dostanie się większą rolę w fabule. Dobrą stroną są również sprawy finansowe, bo przecież z czegoś trzeba żyć. Nie wieszajmy więc psów na wszystkich serialach.

Seriale też uczą.
Oczywiście. Poza tym czasami zdarza się, że mamy kilka dni pod rząd po dziesięć scen dziennie i naprawdę człowiek musi się bardzo sprężyć, żeby wszystkie sceny zapamiętać. Uczy się dyscypliny, współpracy, więc nie mówiłabym źle o pracy w serialach.

Jesteś piękną kobietą – uważasz, że to pomaga czy przeszkadza w życiu?
Kiedyś szczerze myślałam, że przeszkadza. Pamiętam, że jako dziecko pojechałam z grupą do Wrocławia na spektakl Kingi Preis, pod tytułem „Kasia z Heilbronnu”. Od tamtej pory zaczęła się moja wielka fascynacja tą aktorką. Stwierdziłam też, że aktorki o regularnych rysach twarzy albo takie, które nazywa się pięknymi czy seksownymi, jakoś nie mają szczęścia do ciekawych ról. W Stanach jest inaczej. Marek Konrad powiedział kiedyś, że mamy za mało ładnych aktorek. Jednak, z drugiej strony, co to znaczy „ładna”? Ja zagrałam Alę w „Wojnie Polsko-Ruskiej”, to była totalna brzydula, a mimo to uważam, że mogłabym takie role grać codziennie. Tylko one wyciągają ze mnie to, co ja chcę pokazać. Pomalować dziewczynę jest bardzo łatwo, ale oszpeć ją i wyciągnij to, co najważniejsze dla roli, dla kreacji. To dopiero wyzwanie.

Czym jest dla Ciebie aktorstwo? To konieczność, pasja, praca? A może trzy w jednym?
To na pewno połączenie tych trzech rzeczy. Aktorstwo jest tak magicznym zajęciem, że nigdy w życiu nie spadnie tylko do rangi pracy. Niewiele zawodów ma taką cechę i taki niesamowity urok.

Był w Twoim życiu taki moment, że miałaś dość aktorstwa, chciałaś zająć się czymś zupełnie innym  i nie wracać już nigdy?
Tak, ale wynikało to z tego, że jest to zawód niepewny. Kiedy mamy jakąś rolę, to się cieszymy, że mamy pracę, mamy pieniądze i jest dobrze. Są jednak takie miesiące, że tej pracy nie i człowiek się zastanawia, jak uzbiera na mieszkanie w Warszawie. Wtedy myślę o wizycie w agencji reklamowej i o jakimś własnym biznesie, ale potem dostaję rolę i szybko zapominam o porzuceniu aktorstwa.

Jest jakaś rola, którą chciałabyś zagrać ?
Bardzo złożoną emocjonalnie, może ciekawą biograficznie… Konkretnej nie mam na myśli, ale chciałabym, żeby to była taka kreacja, nad którą mogłabym długo pracować i pokazać wszystkie swoje emocje. Żeby był płacz, krzyk i radość. Coś bardziej dramatycznego.

Wolisz rolę wrednych kobiet czy raczej grzecznych, miłych, ułożonych?
Jeżeli mam wybierać z tych dwóch to wredne a jeśli możemy dodać na przykład jakiś rys charakterologiczny tej postaci dlaczego taka, bo na przykład miała jakieś dziwne przejścia to jeszcze lepiej

Twoją pasją są Indie. Za co je kochasz?
W ogóle kocham podróże, a Indie zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Pojechałam tam miesiąc po obejrzeniu „Slumdog. Milioner z ulicy”. Zwiedziłam podstawowe miasta, jak Bombaj czy Deli, ale byłam też w najstarszym mieście Indii – Varanasi. Nienawidzę hoteli i wielkich resortów, na co dzień mam taki styl: trampki, dżinsy, t-shirt, biorę plecak i idę. Byliśmy ze znajomymi, w grupie. Nigdy sama bym nie pojechała, bo to nie są zbyt bezpieczne miejsca. Widziałam, jak ci ludzie żyją w malutkich mieszkaniach po piętnaście osób i są szczęśliwi. Niesamowite! Albo te wszystkie rytuały nad rzeką Ganges – to było coś magicznego! Stałam dwa metry od stosu, gdzie paliło się ludzkie ciało. Mają tam taki rytuał, że codziennie wieczorem pali się około stu ciał, prochy wrzuca potem do świętej rzeki Ganges. To było niezapomniane przeżycie. Na początku się bałam, a później nie mogłam odejść. Na pewno jeszcze tam wrócę, bo jest jeszcze wiele miejsc do zobaczenia .

Jak w takim razie wygląda mapa miejsc, które chciałabyś odwiedzić?
Na pewno będzie jeszcze Wietnam, Kambodża i Ameryka Południowa, a później może Chiny.

A czy w Polsce jakieś wyjątkowe miejsce dla Ciebie?
Bardzo lubię wyjeżdżać na wieś. Pojechałabym na agroturystyczne wczasy, żeby pobyć sama, położyć się na łące, mieć obok las… Chyba nie mam jakiegoś szczególnego ulubionego miejsca, konkretnej miejscowości. Najważniejsza jest natura.

Gdzie będziemy mogli  zobaczyć  Cię w najbliższym czasie?
W najbliższym czasie można mnie jeszcze oglądać na Polsat 2 w serialu „Linia życia”. Teraz przygotowujemy coś nowego, ale na razie nie chcę nic mówić, żeby nie zapeszać. Różnie się dzieje, umowy nie są podpisane, „Julka” cały czas w TVN. W wakacje seriale mają przerwę i myślę, że właśnie w tym czasie ruszymy z nowym projektem, żeby był gotowy na jesień.

A jakiś film, teatr?
Teatr to jest teraz jeden z moich pomysłów. Zbieramy naszą grupę w Krakowie i chcemy sami zrobić sztukę. Myślę, że to będzie bardzo fajne tylko żeby nam się udało bo ludzie są w różnych miastach ale mamy fajny projekt, fajną sztukę młodego ruskiego dramaturga i teraz tak się dzieje, że możemy te sztuki sprzedawać na przykład Teatr Słowackiego w Krakowie dysponuje wieloma scenami  i dogadujemy się może się uda a jak nie to nawet dla nas bo to jest praca nad sztuką teatralną to jest tak nieporównywalne do pracy przed kamerą , to jest coś tak niesamowitego , że muszę wrócić do teatru bo to mi nie daje spokoju od dłuższego czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


3 × sześć =

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 319 913 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony