Jestes tutaj: Home » MUZYKA » Parov buch, koncert w ruch

Parov buch, koncert w ruch

Parov Stelar and The Band to nie zespół. To kolektyw. Tak dobrze zrealizowanego koncertu ze świecą szukać. Albo raczej z ledową latarką, bo w takich klimatach obracają się muzycy i aranżerzy muzycznej rewelacji, jaką niewątpliwie jest trasa koncertowa The Princess, promująca album pod tym samym tytułem.

21 maja, równo o godzinie 21.00 (austriacka precyzja) mury poznańskiego Eskulapu rozsadziły dźwięki downtempo i electroswingu. Potężne i jednocześnie bardzo klarowne – jak spodziewali się fani Parova i jego ekipy. Podobnie w drugą stronę, żywiołowej reakcji i gorącego (nie tylko z powodu braku odpowiedniej wentylacji) przyjęcia ze strony poznańskiej publiczności spodziewali się muzycy, którzy po raz drugi odwiedzili gród nad Wartą. Koncert formacji trwał blisko dwie godziny i był to czas bezlitosnego bombardowania najlepszej jakości sztuką.

Nie można powiedzieć, że zaczęło się od żywiołowego „Oh, Yeah”, bo Parov nie dysponuje nieżywiołowymi kawałkami. Dysponuje za to bardzo żywiołową „frontmenką”, która dokonuje cudów zarówno na wokalu, jak i na scenicznych deskach. Od koncertu nie istnieje dla mnie doskonalszy synonim seksapilu niż Cleo Panther. Dla zrównoważenia eksplozji kobiecości Parov Stelar zatrudnia sekcję dętą, na którą składają się Max The Sax (na saksofonie, rzecz jasna) oraz Jerry di Monza (na trąbce). Panowie są tak profesjonalni i perfekcyjni, że nie muszą nawet popisywać się przed publicznością muzycznym wyścigiem w klimacie „kto zagra lepszą solówkę”. Dlaczego? Bo każda jest doskonała.

W sekcji rytmicznej popis dają Willie Larsson Jr. i Michael Wittner, przy czym ten pierwszy jest jak dotąd jedynym perkusistą,  którego oglądałam za sterami w pozycji stojącej, a ten drugi jest basistą jakich mało, choć bardziej go słychać (in plus) niż widać na tle reszty zespołu. Skromniejszym od Wittnera jest tylko, jak na ironię, sam Parov Stelar (Marcus Füreder), który wyczynia DJskie cuda.

Hołdy należą się Gerdowi Shneiderowi, który odpowiada za oświetlenie trasy koncertowej. Światło gaśnie tam, gdzie trzeba, pulsuje i delikatnie rozpływa się po widowni w przemyślanych momentach. Majstersztyk. Podobnie zresztą jak robota Klausa Hainy’ego, który zajmuje się w ekipie Parova realizacją dźwięku.

Kwintesencja Parov Stelar została, jak dla mnie, wydobyta w utworze „Wanna Get”, któremu wykonanie na żywo daje nową, najlepszą jakość. Hipnotyzujące downtempo i delikatnie pulsujące instrumenty dęte – oto, od czego nie sposób oderwać ucha, oto w rytm czego nogi same rwą się do tańca.

Utwory z nowej płyty, podobnie jak z pozostałych, band zagrał żywiołowo, z rozmachem i bez najmniejszego potknięcia. Profesjonalizm Parova, wypracowany na muzycznych scenach całego świata, zaowocował doskonałym odtworzeniem „Sally’s Dance”. Publiczność miała też okazję poczuć klimat nowego albumu, wsłuchując się w dźwięki „All Night” zbudowanego na minimalistycznym beacie i okraszonego dobrym saxem. Jeśli dołożymy do tego „Jimmy’s Gang”, mamy świetną awangardę krążka The Princess, który utrzymany jest w ascetycznej, nawet jak na rozmach Parova, estetyce i dowodzi jego geniuszu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


cztery + = 6

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 319 972 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony