Jestes tutaj: Home » FILM » A jak Avengers

A jak Avengers

Avenger znaczy po angielsku „mściciel” i chętnie podziękuję komuś, kto zdecydował, że nie użyje polskiego odpowiednika tytułu jednego z najbardziej kasowych filmów tego roku. Joss Whedon zrobił więcej niż genialną robotę, a na sukces filmu złożyło się coś więcej niż legenda Marvela i doskonały marketing.

O mieszance zagłady świata, superbohaterów i antybohaterów oraz chwilowo nieporadnej amerykańskiej armii, która to mieszanka stanowi kanwę filmu, opowiadać nie trzeba, bo to „oczywista oczywistość”. Skoro więc wszyscy wiedzą, o co chodzi, można skoncentrować się na innych zaletach filmu.

A… jest na czym.

V jak vendetta, czyli zemsta. Mści się właściwie każdy na każdym i przez dobrą połowę filmu każdy z każdym się kłóci. Thor, w którego wcielił się Chris Hemswhort, literalnie „żre się” z bratem Lokim (Tom Hiddleston). Stark, czyli Iron Man (Robert Downey Jr.), dopieka, ot tak, dla sportu, Hulkowi, czyli Bruceowi Bannerowi granemu przez Marka Ruffalo. Ten ostatni zaś mści się na wszystkich, a szczególnie fenomenalnie robi to w scenie rzucania Lokim o podłogę Stark Tower. Z nienachalnym wdziękiem knuje też Scarlett Johansson w roli Czarnej Wdowy, która powinna posłużyć za wzór kobiecości nadętym królewnom z ego rozdmuchanym przez świat plastikowych lalek. Nie knuje chyba tylko Kapitan Ameryka (Chris Evans), ale w pewnym momencie jego rozgoryczenie przechodzi wszelkie granice i postanawia mścić Amerykę i cały świat, oczywiście.

E jak efekty – od początku do końca. Efekty, efekty, 3D, efekty. Nawet jeśli ktoś nie jest zagorzałym fanem komiksów, warto popatrzeć na dobrą robotę amerykańskich inżynierów dźwięku, obrazu, wybuchów, zawaleń, piorunów i międzygalaktycznych portali. Jest latający Titanic, są kosmiczne potwory, jest Stark Tower, a także walący się po raz tysięczny w historii Manhattan. Miodzio.

N jak nieamerykański. Obawiałam się zatkniętej w każdym wolnym miejscu Star-Spangled Banner Flag oraz niegasnącego ducha amerykańskiego patriotyzmu, tak charakterystycznego dla komiksu zza oceanu. Na szczęście się zawiodłam.

G jak gra aktorska. I scenariusz. I dialogi. Dobre. Zabawne. Nie przesadzone. Takie po prostu nic dodać, nic ująć. Widownia podskakuje, śmieje się i wstrzymuje oddech w dokładnie na to obliczonych momentach i nikomu nie wadzi, że dał się uwieść reżyserowi i obsadzie. Wręcz przeciwnie, wszyscy dobrze się bawią i mają poczucie uczestnictwa w akcji.

E jak ekranizacja. Współczesne kino – ze szkodą dla widza – ekranizuje dosłownie wszystko. Z zalewu sfilmowanych komiksów, biografii, dzienników i książek kulinarnych ciężko jest wyłowić złotą rybkę. Na szczęście produkt sygnowany znakiem jakości Marvela sam nadziewa się na haczyk konsumenta. Ci ludzie po prostu znają się na swojej robocie. Wiedzą, jak nie przesadzić z jakością, jak ożywić dawnych bohaterów, ulubieńców publiczności oraz, co chyba najważniejsze, kiedy powiedzieć sobie stop.

R jak Robert Downey Jr. Zdecydowanie aktor numer jeden. Płynący na fali sukcesów związanych z ekranizacją (!) przygód Holmesa, Downey doskonale odnajduje się w roli playboya, geniusza, filantropa i milionera. Jest na tyle wiarygodny, że po wyjściu z kina każdy chce być Tonym Starkiem. Każdy. Naprawdę.

S. Sami zobaczcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


− jeden = 5

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 318 303 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony