Jestes tutaj: Home » LITERATURA » Hi, I’m Johnny Cash…

Hi, I’m Johnny Cash…

Chociaż znała go cała Ameryka, każdy swój koncert zaczynał od słów „Hi, I’m Johnny Cash”. W zeszłym tygodniu ukazała się biografia ikony, legendy muzyki country, nieposkromionego patrioty. Jej autor, Michael Streissguth, sprawnie prowadzi czytelników przez życie gwizdy amerykańskiego folku.

Dla mnie Johnny Cash był najpierw facetem, który w Folsom Prison ostentacyjnie wylewa na scenie kubek brudnej wody, a naczynie rozdeptuje na oczach więźniów i strażników. Po tym zabiegu przystępuje do wykonania utworu San Quentin o piekle więziennego życia. Potem Cash był w moich oczach kwintesencją country w pełnym, krwistym, amerykańskim  znaczeniu tego słowa. Następnie był facetem, który u schyłku swojego życia bierze na warsztat potężne piosenki współczesnych nam legend i czyni je swoimi w wymiarze artystycznym. Myślałam, że moja znajomość z Johnnym Cashem została przypieczętowana słowami Trenta Reznora (Nine Inch Nails), który, usłyszawszy cover „Hurt” w wykonaniu Casha, doznał wstrząsu. Ciężko jest wzruszyć faceta postury byka, tym bardziej ciężko wymóc wyznanie o tym, że słuchanie „Hurt” było jak podglądanie własnej dziewczyny całowanej przez innego faceta.

Dzięki książce Streissgutha na nowo zaczynam przygodę z Johnnym Cashem. Zza czarnych koszul i jeansów, ze sterty listów, którymi zasypywali go więźniowie, z milionów zagranych koncertów, ze skrawków biletów lotniczych, na których pisywał swoje teksty, wyłania się nowy, nieznany mi dotąd  człowiek. Mąż, ojciec, dziadek. Syn farmerów z Arkansas od najmłodszych lat przyuczany do ciężkiej pracy, posłuszeństwa i pokornego życia. Mężczyzna walczący o rodzinę, ideały i sprawiedliwość. Mężczyzna walczący o samego siebie. Czy dzisiaj jeszcze komuś chce się walczyć tak jak jemu?

Nagrał 55(!) albumów studyjnych i 6 na żywo. Angażował się w tworzenie muzyki gospel i wychodziło mu to tak dobrze, jak muzyka country. Najgorliwsi zwolennicy muzyka twierdzą, że jego sylwetka powinna być wyrzeźbiona w skałach góry Rusmore, obok Lincolna, Roosevelta, Jeffersona i Washingtona. Odejście odtwórcy „The Ring of Fire” w 2003 roku sprawiło, że świat stał się uboższy i nie piszę tego, bo podoba mi się najnowszy produkt Wydawnictwa Dolnośląskiego. Bono, za którym nie przepadam, po śmierci Człowieka w Czerni  powiedział: „W porównaniu z Johnnym Cashem jesteśmy mamisynkami”. Jesteśmy. Książka Streissgutha to dowód.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


+ trzy = 10

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 319 837 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony