Jestes tutaj: Home » MISZ MASZ » Wzruszająca historia siły przyjaźni rozdzielonych przez wojnę

Wzruszająca historia siły przyjaźni rozdzielonych przez wojnę

Przyjaźń to nie tylko jedna z cnót, czy wartość sama w sobie, czy też mówiąc szerzej i bardziej obrazowo, przyjemna możliwość wspólnego spędzania wolnego czasu, która jest w pewnym sensie użyteczna i spełnia funkcję rozrywkową. Niesie ze sobą pierwiastek wartości, cieszy ale i uczy.

Sam akt zawierania przyjaźni odbywa się w różny sposób, zależnie od kultury i powiązań religijnych. Nie można, nie wziąć pod uwagę kontekstu politycznego i uwarunkowań historycznych. Niektóre przyjaźnie są zawierane poprzez banalne zapytanie: „Czy chciałbyś/chciałabyś zostać moim przyjacielem” lub w inny podobny sposób, czasem towarzyszą temu tajemne obietnice i kuriozalne przysięgi. Coraz rzadziej spotykana jest formuła braterstwa, ale czy można zaprzyjaźnić się z kimś po to, aby razem przeżyć tragedię i okrucieństwo wojny?

Splecione ludzkie losy i wielka niewiadoma sytuacji oraz tego, co wydarzy się w przyszłości pokazuje, że przyjaźń jest możliwa nie tylko między kobietami, kobietą i mężczyzną ale i dwojgiem mężczyzn. I nie mam tu na myśli, nic zdrożnego, pragnę natomiast napisać, że życie w różnych okolicznościach, pisze różnorodne scenariusze, których nie da się przewidzieć, ba nawet wyjaśnić naukowo.

Z socjologicznego punktu widzenia tam gdzie jest przyjaźń jest i współzawodnictwo, rywalizacja, a czasem i nawet wspólny wróg. Nic tak skutecznie nie cementuje więzi między ludźmi, jak świadomość wspólnego niebezpieczeństwa, zagrożenia, czy wątpliwość o jutro i niepewność o swój los.

Z badań wynika również, że przyjaźń może mieć podłoże genetyczne, najsilniejsze więzy łączą nas z ludźmi genetycznie do nas podobnymi. W jakiś sposób myślącymi, czującymi podobnie, choć niekoniecznie działającymi tak samo. Sam akt nawiązywania przyjaźni ma również podłoże behawioralne i jest ściśle powiązany z tzw. pierwszym wrażeniem. Z badań wynika, że nieświadomą decyzję o chęci bliższego poznania danej osoby podejmujemy w ciągu zaledwie 10 minut od pierwszego z nią kontaktu.

Tyle naukowo, historia, którą chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć wydarzyła się w czasie II wojny światowej, macie ochotę posłuchać, to usiądźcie wygodnie, tego nie da się naprawdę opowiedzieć w kilku słowach.

Leon Schagrin i Lemel Leo Adler to dzisiaj dwaj starsi panowie, których połączyła wspólna przyjaźń, spleciona w obliczu wojny i poczuciu zagrożenia. Po raz ostatni widzieli się jeszcze, gdy mieli po kilkanaście lat. Pierwsze spotkanie w samym sercu obozu Auschwitz-Monowitz i pierwsze wrażenie, wymienionych właściwie kilku zdań, szeptem słów przeplatających się z odgłosem wybuchających bomb i dymem unoszącym się nad majestatycznie nadludzkim krematorium. Leon i Lemel przeżyli wojnę, lecz spotkali się dopiero niedawno po raz pierwszy od tych bolesnych wydarzeń.

Tak naprawdę poprzez większą część życia, mieszkali całkiem niedaleko od siebie, lecz o swoim istnieniu, o tym, że obojgu udało się przeżyć, dowiedzieli się dopiero właściwie dzisiaj. O ich wyjątkowym spotkaniu po latach napisały wielkie gazety „South Florida Sun Sentinel” i brytyjski „Daily Mail”, wydarzenie to rozniosło się szerokim echem, informowała prasa, ale i mówiły o tym światowe media.

Dzieciństwo w świecie zdominowanym poprzez wojnę, świat widziany oczami strachu i bólu. Matki Schagrina i Adlera były rodzonymi siostrami. Leon urodził się w Grybowie, a Leo w Tarnowie na południu Polski. Schagrin wspomina, że wychowywał się w kochającej rodzinie. Jego ojciec był wzorowym weterynarzem, chłopiec od najmłodszych lat miał kontakt ze zwierzętami i kochał konie. To dobra ręka do tych zwierząt umożliwiła mu przejście przez wojnę, przeżył bo był też użyteczny, a wiec wygodny dla nazistów. II wojna światowa wybuchła, gdy Leon miał zaledwie 13 lat, a jego kuzyn Lemel – 17. Kuzyni zostali przetransportowani wraz ze swoimi rodzinami do getta w Tarnowie. Tam Schagrin zaczął trudnić się pracą przy koniach, a jego jedynym pocieszeniem był Maciek, wyjątkowy koń, którego każdego dnia zaprzęgał do powozu. Jego rodzina – rodzice oraz liczne rodzeństwo trafiło do obozu zagłady w Bełżcu.

Schagrin podczas wojny przerwał trzy różne obozy pracy, każdy, jak mówi, bardziej ciężki i bardziej bezduszny od poprzedniego.  Na końcu trafił do Buny – zakładów chemicznych Monowitz, znanych także jako Auschwitz III. Tam przypadkiem spotkał swojego kuzyna Lemela. Chłopcy porozmawiali ze sobą zaledwie przez kilka minut, dopóki esesmani nie zagnali ich, w  zupełnie odległe przeciwne krańce obozu. Był to ostatni raz, kiedy się widzieli, była to jedyna chwila, kiedy splotły się ich myśli i połączyły wspólne cele.

Na początku 1945 roku, po likwidacji Auschwitz-Birkenau, Lemel Adler znalazł się wśród więźniów wysłanych do innych obozów w głębi Rzeszy podczas tzw. marszu śmierci. Po wojnie wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, zamieszkał na Florydzie i został menedżerem restauracji. Nie miał pojęcia, że jego kuzyn Leon także żyje i pokonał Auschwitz. Leon Schagrin po wojnie najpierw wyjechał do Izraela. Tam spotkał niezwykłą Betty (Bronisławę) Sternlicht, jedną z Żydówek ocalonych przez Oskara Schindlera, z którą założył rodzinę. Tak na marginesie siostra Betty, Helen, była służącą w domu SS-mana Amona Goetha i została przedstawiona w filmie „Lista Schindlera”. Po ślubie natomiast małżeństwo wyjechało na podbój USA.
Kuzyni bezskutecznie starali się odnaleźć jakichkolwiek żyjących krewnych. Przez kilkadziesiąt lat żyli z odczuciem i brutalną świadomością, że wszyscy inni członkowie ich rodziny zostali zgładzeni przez wojnę. W 2011 roku Schagrin wydał książkę zatytułowaną „The Horse Adjutant” (w dosłownym tłumaczeniu „Konny adiutant”). Na łamach biografii losów swoich wojennych przeżyć i ciekawych historii związanych z opieką nad końmi należącymi do esesmanów (współautorem tej książki  jest Stephen Shooster) kreślą się losy wyjątkowej przyjaźni.

Traf chciał, a może siła marzeń i magii, której nie jesteśmy w stanie wyjaśnić, że na początku marca książka trafiła do rąk Adlera. Zazwyczaj nie czytam takich książek, bo sam przeżyłem Holocaust – wspomina Adler, ale  jeden z moich przyjaciół powiedział mi, że w  tej książce pojawia się miasto Tarnów i nazwy innych ciekawych miejsc, w których  przebywałem w trakcie wojny. Zaciekawiło mnie to, zacząłem ją czytać i odnalazłem nazwiska członków mojej rodziny, w tym nazwisko panieńskie mojej matki – opowiada ze wzruszeniem i nieskrywaną egzaltacją. Czytając i chłonąc emocje szybko odkrywa, że autor książki to jego zaginiony kuzyn Leon. Wykonuje jeden telefon odebrany przez jego kuzyna w samym centrum Holocaustu na Florydzie. – Znam cię! – mówi w pierwszej telefonicznej rozmowie, a potem wymienia wszystkich członków rodziny, z którymi dorastali. – Poczułem wtedy dreszcze na całym ciele. Nie mogłem uwierzyć, że coś takiego dzieje się 70 lat po wojnie – wspomina Schagrin.

Jeszcze dziwniejsze i bardziej tajemnicze może wydawać się to, że kuzyni przez wiele lat mieszkali blisko siebie – w hrabstwie Broward na Florydzie. Schagrin mieszkał w mieście Sunrise, a Adler – w Hallandale. Mężczyźni postanowili się spotkać na uroczystości organizowanej przez florydzkie stowarzyszenie ocalałych z Holocaustu. W pamiętną niedzielę, 11 marca, kuzyni dostrzegali się po raz pierwszy po 70 latach. Najpierw podali sobie ręce, a potem się objęli. To największy i  najważniejszy dzień w moim życiu mówił wzruszony Leon Schagrin. Przez długie godziny siedzieli przy stoliku, przy kawie i rozmawiali o swoim powojennym życiu, opowiadali o swoich rodzinach i pokazywali sobie zdjęcia trzymane w portfelu. Mamy dużo rzeczy do omówienia – powiedział Schagrin. Tego nie da się opowiedzieć i przekazać w parę chwil.

Takie spotkania są coraz rzadsze – powiedziała przewodnicząca stowarzyszenia ocalałych z Holocaustu Miriam Friedman. – Wielu ocalonych już zwyczajnie zmarło. Nasze stowarzyszenie miało 1400 członków w latach 90., ale obecnie ma tylko 300. Na niedzielnym spotkaniu było 185 z nich. Wielu albo już znalazło swoich krewnych, albo uświadomiło sobie, że nikt z nich nie przeżył dodała.

„Wierzę, że wyobraźnia jest mocniejsza niż wiedza, że mit jest mocniejszy niż historia, że to, o czym się marzy ma większą moc niż fakty, że nadzieja zawsze triumfuje nad doświadczeniem, że śmiech jest jedynym lekarstwem na cierpienie. Wierzę też, że przyjaźń jest mocniejsza niż śmierć” – Robert Fulghum  „Wszystkiego, co naprawdę trzeba wiedzieć, nauczyłem się w przedszkolu”

W oryginale cytatu Fulghum’a wyraz przyjaźń został zamieniony na wyraz miłość. O historii niezwyklej przyjaźni  dowiedziałam się dzięki serwisowi Gazeta.pl

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


9 − jeden =

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 319 867 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony