Jestes tutaj: Home » LITERATURA » Publicznie o sprawach prywatnych, czyli jak mówić do siebie, żeby inni słyszeli.

Publicznie o sprawach prywatnych, czyli jak mówić do siebie, żeby inni słyszeli.

„Tajny dziennik” Mirona Białoszewskiego po kilkudziesięciu latach od śmierci pisarza wreszcie ujrzał światło dzienne. Pracę nad dziennikiem pisarz podjął już w 1975 roku. Co spowodowało, że musieliśmy czekać tyle lat, aby ujrzeć ten wyjątkowy pamiętnik Białoszewskiego na półkach księgarni? Tadeusz Sobolewski, przyjaciel autora „Chamowa” przekonuje, że procedura wydania dziennika przebiegała zgodnie z wolą pisarza, obsesyjnie niemal walczącego o własną tożsamość i poczucie bycia na miejscu wszędzie tam, gdzie tak czuć się nie mógł.                                    

Czas Mirona Białoszewskiego, nie był czasem jego wyjątkowego dziennika. Czy teraz jest miejsce na „inność”? Politycy zgodnie twierdzą, że tak, wszak polska demokracja zapewnia dogodne warunki do wyrażania własnych poglądów, wolności słowa i druku. Moim zdaniem sytuacja nie uległa radykalnej poprawie, choć na pewno jest lepsza niż w czasach pisarzowi współczesnych. Obecnie jesteśmy bogatsi nie tylko o wydarzenia II wojny światowej, ale również doświadczenie komunizmu, wydarzeń marcowych, stanu wojennego, a odnosi się wrażenie jakby zadbano jedynie o nową nomenklaturę dla „zjawisk dziwnych”, odstających od ogólnie przyjętej normy. Wciąż jeszcze inne znaczy dziwne, gorsze, niebezpieczne, czy wręcz wrogie. Rzesze ludzi wspólnie zastanawiają się, w jaki sposób „opakować” dane słowo, żeby brzmiało ładniej niż brzmi w rzeczywistości i skuteczniej się sprzedawało. Prace marketingowe wokół problemów, które, wydawać by się mogło, problemu stanowić nie powinny, wciąż trwają. Tworzone są całe serie niefortunnych, kalekich form żeńskich (ministra, psycholożka) lub terminologia „obchodząca na palcach”, żeby przypadkiem kogoś nie urazić. Czy takie zabiegi byłyby konieczne, gdyby tę ranę w sposobie myślenia, głównie myślenia stereotypowego, zaleczyć już u źródła? Nie trzeba by wtedy tworzyć niezgrabnych konstrukcji piętrzących się na sobie coraz to nieznośniej i dla ucha mniej przyjemnie. Leczenie jednak nic tu nie da, kiedy zaraza obejmuje coraz więcej umysłów, a jak wiadomo – człowiek w ślepym tłumie jest najbardziej niebezpieczny. Blizna po takim wyrostku w postaci uprzedzenia do tego co inne – też brzydka. Kiedy trudno o zmianę w ludzkiej świadomości, kiedy wciąż w uszach mamy takie „trupy” wyrazowe jak „Żyd”, „mason”, „pedał”, „zomowiec”, „Ubek”, „partyjniak” czy podobne tego typu sformułowania, starania, żeby po norwidowsku „odpowiednie dać rzeczy słowo” wydają się najrozsądniejsze. Praca u podstaw, to żmudna praca, ale wierzymy, że jest w stanie powstrzymać plagę słów i działań niepotrzebnych. Trzeba więc leczyć język, pamiętając, że jest on przede wszystkim mięśniem, że można go wypracować. Właśnie – leczyć, nie kaleczyć. I taką właśnie kurację językową zapewnia nam lektura Mirona Białoszewskiego i jego „Tajnego dziennika„.

„Piszę ten dziennik z niechęcią. Jego nieszczera szczerość męczy mnie. Dla kogo piszę? Jeśli dla siebie, dlaczego to idzie do druku? A jeśli dla czytelnika, dlaczego udaję, że rozmawiam ze sobą? Mówisz do siebie tak, żeby inni słyszeli?”. To fragment z „Dziennika” Gombrowicza, ale stanowić może punkt wyjścia dla rozważań nad „Tajnym dziennikiem” Białoszewskiego. Bo jeśli to dziennik przeznaczony do druku, to dlaczego tajny, i dlaczego dziennik, kiedy, jak większość tekstów poety, pisany nocą? Może dlatego, że to właśnie nocą, paradoksalnie, widać najwyraźniej.

„Tajny dziennik”, to zapis tożsamościowy, próba spisania aktu samoświadmomowościowego, rekonstrukcja własnego „ja”. Rozpoznawanie siebie po omacku, szukanie nowych środków wyrazu. Próba przeformułowania tego, co jest doświadczeniem dotychczasowej literatury. Miejsca dla siebie szuka autor w rzeczywistości pozajęzykowej i znajduje je w języku, w poszarpanych konstrukcjach składniowych, migotaniach. Ta literatura jest impulsywna, mieni się feerią barw, sprawia wrażenie pisanej z doskoku, urywkowo, czasem przypomina serię zdjęć na kliszy, innym razem przypadkowe momenty, nagłe przebudzenia świadomości, które za chwile gubią się gdzieś między jawą a snem, w fazie REM. Pisze o swoim homoseksualizmie, który początkowo traktował jako okres przejściowy w swoim życiu, pisze o samotności, wstydzie.

Białoszewski wyciąga na światło sprawy, o których mówi się tylko do siebie, szepcząc bezładnie i gorączkowo w obawie przed podsłuchaniem przez przypadkowego przechodnia. Po ciemku, jak dobrze znaną modlitwę na bezpieczny sen. Przed lustrem, przed butelką wódki. Kiedy indziej dla mnie brzmi to jak wyznanie wiary, przyznanie się do siebie, opowieść pisana z uporem, długo i głośno. „Tajny dziennik” naświetla kwestie, które wcześniej pomijano, przemilczano z uwagi na społeczne tabu.

Teraz nakładem wydawnictwa „Znak” zostaje odtajniony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


× 4 = osiem

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 316 133 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony