Jestes tutaj: Home » TEATR » Recenzje » „Żyję w takich czasach, w jakich mi się podoba”- recenzja „Rekonstruktora”

„Żyję w takich czasach, w jakich mi się podoba”- recenzja „Rekonstruktora”

Czujesz się źle w swoich czasach? Nie odpowiada Ci szarzyzna dnia codziennego, zatłoczone ulice i wizyty w supermarketach? Podczas jazdy metrem, zakupów, codziennej gonitwy z czasem czujesz, że uśpione w tobie zwierzę zaczyna się budzić? Może chciałbyś polować na dzikie zwierzęta, zabijać wrogów w bitwie (mało istotne, w jakiej i jakich wrogów) lub adorować średniowieczne białogłowy? Nic prostszego. Żyj w takich czasach, jakie Ci się podobają. A jak to zrobić, podpowie Ci Rekonstruktor – bohater spektaklu Michała Walczaka, wystawianego (choć może w tym wypadku to zbyt podniosłe słowo) na scenie Przodownik w Laboratorium Dramatu.

One man show w wykonaniu Wojciecha Solarza ma swoje źródło na ul. Chłodnej 25, gdzie w „Klubokawiarni” aktor wykonywał stand up’y cieszące się wielką popularnością. Jeden z nich nawiązywał do ludzi zajmujących się rekonstruowaniem bitew – aktor zastanawiał się, czy ich praca wynika z zainteresowań, czy głęboko zakorzenionych poglądów… jednak przede wszystkim miało to być show. Popis Solarza zaczął wymykać się poza kawiarniane ramy i razem z reżyserem Michałem Walczakiem postanowili przenieść postać Pana Rekonstruktora (tak sam o sobie mówi) na deski teatru. Z atmosfery skeczu pozostało wiele, przede wszystkim rola widowni. Widz jest aktywnym uczestnikiem, może wejść na scenę, przerwać aktorowi, przeprowadzić z nim mini dialog. Ale to nie wszystko. Widzowie mogą też wpływać na to, co się dzieje na scenie, dyktując Rekonstruktorowi, w jakie czasy ma się przenieść. Mogą też sami stać się aktorami, np. poprzez założenie jednej z czapek, które Pan Rekonstruktor oddaje na ich ręce (a raczej głowy). Zachowało się tu prawie wszystko z formy kabaretowej, jednak nie można pozbyć się uczucia, że nie jest już to spontaniczna, pełna improwizacji wypowiedź, lecz tekst, wystudiowany przez aktora starającego się zachować resztki dawnej oprawy.

Pan Rekonstruktor jest postacią z krwi i kości – dowiadujemy się wiele o jego biografii, codziennym życiu, upodobaniach, problemach związanych z pracą (chociaż mógłby to robić nawet za darmo). Mężczyzna, wyrzucony z harcerstwa za zabijanie dzikich zwierząt podczas zwykłego obozu, idealnie odnajduje się w na wpół realnym świecie, w którym zaciera się granica między rzeczywistością a rekonstrukcją. W poniedziałek możemy go odnaleźć pod Pskowem, w środę na polach grunwaldzkich, w sobotę pod Hadziaczem a w niedzielę na zakupach w Tesco. No właśnie. Nasz bohater szuka odpowiedniej rzeczywistości, bo źle się czuje w czasie, w którym żyje, a jednocześnie jest w nim mocno zakorzeniony. Nazwy marketów padają może nawet częściej niż określenia pól bitewnych, a peany na temat jedzenia odsuwają uwagę od głównego tematu. Rekonstruktor jest zatruty teraźniejszością, w której rządzi konsumpcjonizm. Zawsze ma do powiedzenia wiele ciekawych rzeczy o innych czasach, a XXI wiek odkrywa przed nim tylko konsumpcjonistyczne oblicze. Może właśnie dlatego ucieka przed rzeczywistością, znajdując schronienie w rekonstrukcjach czasów odległych historycznie. Może zakładając zbroję i trzymając w ręku miecz zapomina o charakterze teraźniejszych czasów.

Przyziemne miesza się tu z wysokim, a sam Pan Rekonstruktor niekiedy zapomina, że cel jego jest szczytny. Dzieje się tak np. w sytuacjach, kiedy podczas organizowania rekonstrukcji bitwy nie jest zapewnione wyżywienie. Według bohatera brak jedzenia równa się z brakiem szacunku do historii, a wygrać bitwę mogą tylko ci, którzy zjedzą odpowiednią ilość parówek. Opowiada on o panu Gołębiewskim, który zapewnił jego grupie miejsca w hotelu w Mikołajkach oraz posiłki w zamian za wykonanie rekonstrukcji bitwy. Rekonstruktor z radością wymyślił bitwę z Chińczykami, która wiele lat temu odbyła się w mazurskim mieście (oczywiście zwyciężyli Mazurzy, ku radości hotelarza). Prawda historyczna nie jest ważnym aspektem, najbardziej istotne są korzyści wynikające z wykonywania zawodu. Okazuje się, że przenoszenie się w odległe czasy nie może uchronić bohatera przed żądzą pieniądza i wygodami, dla których jest w stanie naginać historię i przeczyć samemu sobie.

Uważam, że przesadzone są teorie o tym, że „Rekonstruktor” traktuje o naszym stosunku do historii, tradycji itd. To są bardzo poważne tematy, zbyt poważne na lekką, kabaretową formę. Myślę, że za to spektakl ten może w delikatny sposób dotykać innego problemu – mianowicie zagubienia współczesnych mężczyzn. Kiedyś wyładowywali oni ukrytą agresję podczas krwawych wojen, pojedynków i polowań. W dzisiejszych czasach czują się stłumieni, nie mają gdzie rozładować energii, która czasami ich wręcz rozpiera. Podpytałam kilku mężczyzn, w jaki sposób „wyżywają się”. Krzyczenie w lesie, uderzanie pięściami w ściany, rzucanie przedmiotami są na porządku dziennym, a jednak są to tylko marne substytuty metod, którymi dysponowali nasi przodkowie. Pan Rekonstruktor znalazł i na to sposób, jak widać przenoszenie się w czasie jest dla niego receptą na wszystkie problemy. Albo tak mu się tylko wydaje.

Mania rekonstrukcji odbiera mu kontrolę nad życiem, jak sam powiada: „liczy się tylko wojna”, życie prywatne schodzi na boczny tor. Przez moment nawet wydawało mu się, że znalazł miłość swojego życia, dziewczynę – rekonstruktorkę, która podzielała jego zainteresowania, jednak nie zapanowało to nad nią. W momencie, kiedy bohater próbuje zrekonstruować nawet ją, przebierając się w ubrania wyjęte z jej szafy, dziewczyna odchodzi. Pan Rekonstruktor załamuje się, ale nie na długo – szybko wraca do swojego, wyimaginowanego świata wojny.

Na scenie widzimy chudego osobnika w zwyczajnym T-shircie, który nie wygląda na boga wojny. A jednak jego opowieść jest bardzo przekonywująca, siła, z jaką wyraża swoje emocje i pasja, z jaką opowiada o rekonstrukcjach sprawia, że mu wierzymy. Solarzowi pomaga w tym talent aktorski i duży potencjał komizmu. Jednak to nie wszystko. Bohater nie rekonstruuje bitew na naszych oczach (z jednym wyjątkiem, gdy myśli, że przenosi się w czasy napoleońskie), a jedynie o nich opowiada. Co ciekawe, taki rodzaj przedstawiania wpływa na widza tak samo jak tradycyjny. Na naszych oczach powstaje teatr opowiadany, który nie potrzebuje scenografii, kostiumów i specjalnej oprawy scenicznej. Wszystko, co zbędne, jest odrzucone – pozostaje tylko widz, aktor i jego opowieść. I to właśnie ona ma zaprowadzić nas w świat wojen, dawnych czasów, ma nawet przekonać nas do nieprawdziwych historii (Chińczycy w Mikołajkach, rekonstrukcja Bangladeszu pod Pskowem). A to, czy tak się stanie, zależy od tego, który opowiada, może też od otwartości widowni.

O czym tak naprawdę jest „Rekonstruktor”? Opowiadania bohatera zapętlają się, nie ma w nich żadnej logiki, trudno jest wyłowić jakikolwiek główny temat. Może dlatego, że tego tematu po prostu nie ma. Poznajemy życie, zwyczaje, upodobania, realia pracy Rekonstruktora, słuchamy wielu opowiadań, jednak bohater nie czyni niczego głównym wątkiem. I wszystko się zgadza. Przecież w stand up’ie chodzi głównie o rozbawienie publiczności i kontakt z nią, a jest to możliwe dzięki charyzmie wykonawcy. Dzięki niej przenosimy się w czasie i uczestniczymy w znanych bitwach, nie ruszając się z krzesła. Dzięki niej śmiejemy się do rozpuku. I myślę, że o to właśnie chodziło twórcom „Rekonstruktora”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


7 × = trzydzieści pięć

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

1 310 340 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

© 2012 Coolturalni24.pl - Lepsza strona kultury

Przejdź na górę strony